&& KINDLE, SUDIO SWEDEN I KREM DO RĄK, CZYLI Z ŻYCIA MOJEJ TOREBKI &&

6/25/2017

&& KINDLE, SUDIO SWEDEN I KREM DO RĄK, CZYLI Z ŻYCIA MOJEJ TOREBKI &&

Wciąż mnie nieco mniej tutaj, ale moi Kochani obiecuję, że wraz z początkiem lipca wróci wszystko do normy. Ja wrócę do normy, mój blog, moje strony. Odpiszę Wam na komentarze, zaglądnę na Wasze blogi i inne strony, znów się uaktywnię, ale jeszcze potrzebuje chwili :) Obiecuję, że wszystko nadrobię. A no i...szykuję Wam również niespodziankę - ale co i jak dowiecie się w lipcu. A tymczasem zapraszam Was na lekki post. O moich rzeczach (nie)zbędnych mogłyście poczytać w tym poście, prawiłam wtedy o moim zbieractwie wszelkiego rodzaju notesów, o miłości do książek i muzyki, oraz wspomniałam Wam o moim odkryciu jakim stała się ostatnimi czasy szczoteczka soniczna do twarzy. Dziś z kolei czas na torebkowy (nie)zbędnik. Portfel, okulary czy pomadka...to podstawa, ale są jeszcze dodatki, które obowiązkowo muszą znaleźć się w mojej torebce, nie zważając na to gdzie gnam i czy na pewno będą mi potrzebne. A co to takiego dowiecie się z tego wpisu. To co kawa w łapkę i zaczynamy :)


ARTYSTYCZNY BAŁAGAN
Powiem Wam tak, robiąc te zdjęcia zapanował nareszcie w mojej torebce porządek. Co prawda nie na długo, abym zdążyła się nim nacieszyć, bo dosłownie godzinę od zrobienia zdjęć z powrotem zapanował w niej artystyczno-nieartystyczny bałagan, ale choć na chwilę poczułam się cudownie nie musząc wyrzucać wszystkiego, aby wydostać chociażby pomadkę do ust. No i w końcu w niej posprzątałam, bo widzicie w czeluściach mojej torebki znaleźć można czasem wszystko. Poczynając od spinek/gumek do włosów, a kończąc na cholernie głośno grających (kiedy jest najmniej odpowiednia chwila) zabawkach mojej młodszej córki czy jednorazowej saszetki z cukrem, którą przez przypadek drapnęłam kupując w biegu kawę na wynos. Ot-co taki już urok damskiej torebki. Powiedzcie, że macie tak samo?


BEZ TEGO ANI RUSZ
Nie zważając na wieczny bałagan, nie ma jednak opcji, abym wyszła bez trzech podstawowych rzeczy. Portfel, telefon i okulary - to rzeczy bez których się nie ruszam. To taka święta trójca, obowiązkowa na wyjścia. Portfel to podstawa podstawy. W nim jest cały mój skarb w postaci kart rabatowych i stałego klienta i przyznam się bez bicia, że jako typowy przykład kobiecej rozrzutności jest to moja największa wada. Niestety...

CO MI ZROBISZ JAK MNIE....
...znajdziesz. Znacie na pewno te zabawne sytuacje z komedii, kiedy to nieogarnięta kobietka próbuje znaleźć coś w swojej ogromnej torebce i w końcu wkurzona wysypuje wszystko na blat/podłogę i O-Eureko wygrzebuje z tony rzeczy poszukiwaną, małą, drobnostkę...Gorzej jak ta komedia to realne życie, a Pan w banku z naprzeciwka ma minę jakby zobaczył przybysza z innej planety. Zielona nie jestem, ale z taką reakcją się spotkałam, kiedy to szukałam jednego, małego, papierka na którym miałam zapisany numer konta. Albo wywaliłam na środku chodnika wszystko szukając...pomadki ochronnej. To najgorsze co może być - kosmetyki porozrzucane po całej torebce. Nie potrafię się przemóc do noszenia chociażby małej kosmetyczki, więc wszystkie moje kremy do rąk, pomadki do ust czy bibułki matujące bawią się ze mną w chowanego.A bez nich wyjść nie potrafię.


ZRÓBMY SOBIE ZDJĘCIE
Ooo tak, odkąd pojawił się na rynku selfie stick nie omieszkałam się w tak owego zaopatrzyć. Znalazł on sobie całkiem niezłe miejsce, które pozwala mu pozostać...niewidzialnym. Tak, tak dobrze czytacie. Tym miejscem jest dno mojej torebki. A dogrzebać się nie jednokrotnie do jej dna to mistrzostwo. Tak więc noszę sobie selfie-kija i za każdym razem kiedy sobie o nim przypominam obiecuję, że choć raz go użyję...w końcowym jednak stadium i tak o nim nie pamiętam, a zdjęcia i tak lecą z "rąsi". I bądź tu mądrym.


TYSIĄC I JEDNA KARTKA
Powinnam mieć zakaz na kupno czegokolwiek co ma kartki w środku. Po nieprzydatnym selfi badylku, czas na...notesy, zeszyty i inne takie. Zawsze mam jakiś przy sobie. Tyle, że w przeciwieństwie do kolegi wyżej nie zapominam o nich. Jedyny problem polega na tym, że nie mam jednego notesu, a kilka i wszystkie są zapisane. A to notatką, a to jakimś zdarzeniem, a to znowu coś usłyszałam, albo nagle mnie wena porwała. Gorzej jak potem chcę coś znaleźć...i szukaj w 10 notesach danego zapisku...Tak czy inaczej notes/zeszyt - rzecz niezbędna.


SZCZYPTA PORZĄDKU
Zawsze noszę ze sobą słuchawki. Tyle, że zazwyczaj kończyło się to dla nich źle. Wrzucone do jakiejś przegrody kończyły dość szybko swój żywot. A to kabelek się gdzieś w coś owinął, a to przy wyciąganiu za mocno pociągnęłam. Ale, ale mój problem zakończył się w chwili kiedy w moje łapki trafiły słuchawki Sudio Sweden. Do których dołączone jest dobrane kolorystycznie skórzane etui. Piękny design i poręczny kształt, i nareszcie mogę zapomnieć o ich uszkodzeniu. A dodatkowo, chociażbym nie wiem jaki bałagan w mojej torebce panował, znajduje je zawsze. Jeśli tez macie ochotę na taki cudny dodatek zaglądnijcie na www.sudiosweden.com/pl/ i podczas zamówienia wpiszcie kod rozmaitosci15 z którym dostaniecie 15% zniżkę na zakup wybranego modelu. Wierzcie mi, że są warte swojej ceny.


TROCHU ELEKTRONIKI
Może wyda się to dziwne Wam, ale bez tych dwóch dziwactw elektroniki również staram się nie wychodzić z domu. Powerbank i usb to rzeczy, które jak się nie raz okazało były swego rodzaju deską ratunkową. Powerbank to wynalazek dla mnie idealny.Wychodząc z domu nie muszę się martwić o to czy mi telefon wytrzyma podczas "rozmów w toku" albo czy moje nowe cudo kundel nie padnie na czwartym rozdziale interesującej mnie książki. USB z kolei nie raz poratowało swoją obecnością kiedy trzeba było na coś wrzucić ważny dokument. Bądź co bądź więc nauczyłam się, nosić w tej mojej torebce owe wynalazki i nie mam zamiaru tego nawyku się pozbywać.


RAZEM ZE MNĄ, KUNDEL BURY...
...a nie bury, bo czarno-niebieski. Moje cudeńko, które sprezentował mi mąż na urodziny. O Kindlu marzyłam. Małe, poręczne, lekkie. I można wszędzie zabrać ze sobą i co ważne nie dźwigać. Tak Kindle stało się obowiązkowym wyposażeniem mojej torebki. A ja w końcu mogę czytać swoje książki kiedy tylko mi czas na to pozwoli, a niestety przy dwójce dzieci nie raz jest to wyczyn. Choć pomimo wszystko nadal mam sentyment do papierowych ksiąg, to jednak taki wynalazek elektroniki znacznie ułatwił mi owe umilanie sobie czasu.


Oto lista moich torebkowych (choć nie tylko) niezbędników. Rzeczy bez których staram się nie ruszać z domu. A jak to u Was wygląda? Też nosicie w torebkach rzeczy, które są Wam niezbędne? A może wśród nich znajdą się i takie, które wcale Wam potrzebne nie są jak np.u mnie selfie stick? Jestem bardzo ciekawa :)

Buziale :*
&& Bell Cosmetics, kolekcja pomadek Secretale Velvet Lipstick &&

6/07/2017

&& Bell Cosmetics, kolekcja pomadek Secretale Velvet Lipstick &&

Nie ma chyba na świecie kobiety, która nie lubiłaby pomadek do ust. U mnie niestety są one nieodwołalnie zaraz po tuszach do rzęs makijażowym must have. Lubię zarówno te połyskujące, jak i matowe, te o satynowym wykończeniu, jak i te pudrowe na finiszu. Kolor, odcień - obojętne, no może prócz mocnej śliwki, w której wyglądam zwyczajnie źle. Za to czerwienią lub bordo nie gardzę, tak samo zresztą jak żadnym nudziakiem. Kiedy więc dostałam paczkę-niespodziankę od marki Bell Cosmetics w ramach zajączka wielkanocnego, gdzie w ramach akcji wiosennik mogłyście również zobaczyć limitowaną kolekcję Secret Garden znalazłam w niej również całą kolekcję pomadek Secretale Velvet Lipstick, i niewiele myśląc zabrałam się testowanie ich. Co z tego wyszło już Wam piszę.


Secretale Velvet Lipstick to matowa, trwała pomadka do ust.
Od producenta: "Nie pozostawia uczucia suchości, ale daje wrażenie nawilżenia i wygładzenia. Kryje usta aksamitną warstwą o intensywnej, głębokiej barwie i pudrowym wykończeniu. W kolekcji znajdują się niezwykłe odcienie czerwieni i subtelne odcienie nude, które zapewnią elegancki i stylowy efekt" 

W ofercie marki znajdujemy więc 6 różnych odcieni pomadek, poczynając od tych nieco stłumionych w odcieniach nude, po krwistoczerwone, odważne barwy. Zamknięte zostały w uniwersalne, smukłe opakowania wykonane z nieco matowego plastiku w kolorze czarnym ze złotymi napisami. Wyglądają przez to bardziej elegancko.
Pomadki należą do grupy matowych, o pudrowym wykończeniu. Dają się ładnie prowadzić po ustach. Kolory są nasycone i intensywne. Posiadają lekko owocowy zapach. Jako, że matowe pomadki mają tendencję do przesuszania ust, a także uwidaczniania suchych skórek, pomadki Secretale zostały wzbogacone odpowiednią, nawilżającą formułą, która zapobiega wyżej wspomnianym problemom. Dodatkowo ładnie wygładzają usta.
Dostępne w wybranych drogeriach oraz na stronach internetowych w cenie ok.12zł/1op.


Z pomadkami polubiłam się o dziwo wszystkimi. Choć z całej szóstki najmocniej moje serce bije do początkowej trójki, czyli nudziaków, a także do numeru 06.

01 - jest to typowy odcień ciepłego brązu. Nie jest ani za jasny ani za ciemny. Idealny do makijażu dziennego. Mój faworyt z całej szóstki. Daje ładne satynowo-pudrowe wykończenie.
02 - nudziak w odcieniu różu. Jest dość żywym lecz należącym do chłodnych odcieniem. Tak samo jak powyższy daje ładne satynowo-matowe wykończenie. W bardzo przyjemny sposób ożywia makijaż.
03 - trzeci i ostatni zarazem nudziak. Tym razem nieco ciemniejszy odcień niż pozostali dwaj. To taka mieszanka pierwszego i drugiego odcienia, różowy brąz chyba najbardziej odda nazwę tego koloru.
04 - jaskrawy róż, kolor który najmniej mi spasował. Jest bardzo krzykliwy, utrzymany w różowo-czerwonych tonach. Idealny dla odważnych kobiet.
05 - klasyczna czerwień. Nie jest ani za ciemny ani za jasny, idealny na wieczorne wyjście, gdzie chcemy podkreślić tylko usta. Taki w typie Marilyn Monroe:P
06 - kolor bordo, wpadający w lekkie czerwone tony. Piękny, głęboki odcień, który tak samo jak 05 nada się idealnie na wieczorne wyjście. Jedyny minus jego jest taki, że nie każdemu będzie pasował.


Pomimo dość niskiej ceny pomadek, ich jakość jest naprawdę godna podziwu. Nie należą do super trwałych, jednakże kolor na ustach utrzymuje się około trzech godzin. Również należy się im plus za ładne ścieranie z ust, które jest równomierne. Dzięki czemu nie tworzą brzydkich plam na wargach. Niestety w przypadku ciemniejszych odcieni przez cały czas pozostawiają plamy na kubkach/szklankach, co powoduje, iż szybciej schodzą z ust. Z nudziakami jest nieco lepiej. Pomadki nie wysuszają, a wręcz na początku dają wyraźny efekt nawilżenia. Pomadki również nie podrażniły, ani nie uczuliły. Ogólnie więc oceniam je dobrze. Patrząc na ich cenę, naprawdę nie ma o co się przyczepiać, a wręcz zasługują na pochwałę.


Znacie może te pomadki? A może macie w swoich zbiorach jakiś odcień? Lubicie je? Chętnie poznam Wasze zdanie :)

Buziaki :*
&& Meet Beauty Conference | czyli o tym co szumiało w Wawie &&

6/04/2017

&& Meet Beauty Conference | czyli o tym co szumiało w Wawie &&

W sumie ja to zawsze mam jakieś opóźnienia, więc żeby nie robić bałaganu dzisiejszy post będzie równie spóźniony :P Od dwóch tygodni na blogach panoszą się relacje/opinie z konferencji Meet Beauty, a ja jak zwykle na końcu. Chociaż po cichu liczę, że jeszcze znajdzie się garstka Was, która jak ja nie dodała jeszcze swojej opinii. W każdym bądź razie dzisiaj opowiem Wam jakie są moje odczucia po tymże wydarzeniu i czy bym pojechała raz jeszcze.
Zapraszam.


KONDUKTORZE ŁASKAWY ZABIERZ NAS DO WARSZAWY...
...i skończyło by się to tylko na prośbie, bo jak to ja - człowiek zakręcony, nie kupiłam wcześniej biletu. A bo i po co. Pamiętając czasy kiedy to jechało się na dworzec i kupowało bilet w pociągu nie pomyślałam, że przez lat X mogło się wszystko pozmieniać. I się zmieniło, pociągi też się zmieniły, jakieś miejsca siedzące teraz trzeba wykupić?? Pani mi bilet sprzedała, ale z opcją stania przez prawie 4 godziny. Na szczęście znalazłam jedno wolne miejsce i o dziwo nikt mnie z niego nie wyrzucił. Dojechałam do Wawy. Zero remontów, dworzec glanc cycuś. Ja pamiętałam jeszcze rozgrzebane perony. Ludzi jak to na krakowskim rynku - multum. I to jedno w Wawie się nie zmieniło - każdy gdzieś gna, szybko, do przodu, byleby zdążyć. Dołączyłam więc do grupki osób pędzących przed siebie. Byleby zdążyć...:)
Do Warszawy dotarłam wieczorem w piątek, umówiona byłam już z dziewczynami, z którymi zarezerwowałyśmy wspólny nocleg. I tu chciałam podziękować za cudowny, razem spędzony czas Indze z bloga Like a Porcelain Doll i Kindze z bloga Blond Blog oraz naszemu cudownemu kierowcy, który znosił cierpliwie nasze rozmowy, śmiechy i wygłupy (mowa o Twoim mężu Kinia).
Wieczór upłynął nam więc na pogadankach przy zimnym piwie i planowaniu soboty. Nasze poczynania z Ursusem w tle zapewne widziała część z Was na instastory :P

NA RÓŻOWYM DYWANIE
Konferencja Meet Beauty zaczęła się dla mnie w sobotę. Po wcześniejszych zapisach udało mi się dostać łącznie na trzy warsztaty z czterech jakie zapewniali nam organizatorzy. W sobotę miałam więc panel z Neo Nail, a zaraz po nim kolejny z marką Golden Rose. W niedziele z kolei udało mi się dostać na panel z Gosh Copenhagen. Niestety nie udało mi się zapisać na ostatni niedzielny EyLure. Prócz warsztatów zamkniętych, organizatorzy zapewniali również te otwarte dostępne dla każdego takie jak m.in. panel z marką Annabelle Minerals, Lirene czy takimi osobami jak Agnieszka Bil czy Red Lipstick Monster. Nie udało mi się wejść na wszystkie, gdyż kolidowały z tymi na które byłam zapisana, aczkolwiek skorzystałam z kilku.
Konferencja odbywała się w tym roku po raz trzeci. Została ona połączona z Międzynarodowymi Targami Fryzjerskimi i Kosmetycznymi Beauty Days. Osobiście byłam na Meet Beauty  po raz pierwszy, nie mam więc porównania do poprzednich edycji, aczkolwiek kilka rzeczy myślę, że można by było zmienić. A już na pewno nie łączyć z innymi wydarzeniami, tego jakże już dużego wydarzenia. Dla mnie właśnie połączenie z Targami było największym minusem. Zarówno Targi jak i Meet Beauty odbywały się w jednej ogromnej hali Expo. Praktycznie przy każdym stoisku grała inna muzyka, przy niektórych stał ktoś z mikrofonem...dwie sale przeznaczone na warsztaty z kolei były zbyt blisko siebie, do tego dochodziło całe nagłośnienie hali, i w pewnym momencie powstała nieprzyjemna dla uszu kakofonia. Myślę więc, że o wiele lepiej by było gdyby MB pozostało indywidualną imprezą. Kolejną sprawą niestety na minus było miejsce konferencji. Oddalone sporo od centrum, z niezbyt dobrym dojazdem. Jeśli więc ktoś nie był zmotoryzowany mógł się liczyć z problemem z dojazdem. Niby był podstawiony autobus z dworca, który kursował co godzinę, ale podobno był on jeden na dość sporą liczbę osób. Nie było mi jednak dane nim jechać, ale może to i dobrze. I to w sumie największe dla mnie minusy całej imprezy. I pomimo wszystko nie zważając na nie stwierdzam, że i tak było warto jechać. W końcu organizatorzy chcieli dobrze, i nie ma co się czepiać, a śmiem twierdzić, że podczas organizacji kolejnej edycji zapewne zostaną wyciągnięte z tego wnioski :) I będzie już tylko lepiej:)
Prócz warsztatów i paneli tematycznych znalazło się również miejsce do relaksu dzięki marce Palmers, wysepka Cashmere & Dax Cosmetics, gdzie można było wykonać samemu makijaż oraz najbardziej oblegane miejsce czyli fotobudka :P Z tego co widziałam powstało ponad 900 zdjęć w niej, my same miałyśmy ogromną frajdę zakładając na głowy te wszystkie okulary, czapki czy robiąc głupie miny. Jak wariaci...ale za to zostały miłe wspomnienia i zdjęcia:P


Warsztaty z Neo Nail - głównym tematem tych warsztatów było przedstawienie nam nowości na rynku - kolekcji lakierów Aquarelle oraz pokazanie krok po kroku jak wykonać nimi wzorki na paznokciach. Cały panel oceniam bardzo fajnie, w końcu nauczyłam się malować sławetne róże na paznokciach, aczkolwiek jedna rzecz mi się nie podobała. Stwierdzam, że Pan Gaduła który ponad pół godziny chodził tam i z powrotem po pomieszczeniu z mikrofonem w dłoni, mógł jednak skrócić nieco czas swojej gadaniny do minimum. Z całym szacunkiem dla Pana Gaduły, bo przystojny dość był, i ja rozumiem, że chciał się nam wszystkim ładnie zaprezentować, ale wystarczyłby mi jeden spacer wzdłuż pomieszczenia i po prostu przejście do sedna warsztatów. Podsumowując więc było niewiele czasu na naukę.


Warsztaty z Golden Rose - warsztaty z Golden Rose były podzielone na trzy części, pierwsza dotyczyła przygotowania twarzy pod makijaż, druga konturowania twarzy, trzecia natomiast makijażu oczu i ust. W przypadku tych warsztatów można się było zapisać tylko na jeden z nich. Ja celowałam w ostatni i udało mi się, z czego się ogromnie cieszyłam. Panel Golden Rose prowadzony był przez uzdolnioną niesamowicie Karolinę Ziętek. Zdradziła nam podczas wykładów kilka przydatnych informacji oraz wykonała piękny makijaż oczu i ust z użyciem produktów Golden Rose, tłumacząc nam przy tym krok po kroku co robi. Panel wyszedł naprawdę świetnie.


Warsztaty z Gosh Copenhagen - prowadzone przez Anne Muchę dotyczyły Selfie Look, czyli nic innego jak wykonanie makijażu typowo pod zdjęcia. Panel z Gosh podobał mi się w sumie najbardziej. Pani Ania wykonała świetny makijaż, zdradziła również kilka tajników z dziedziny make-up i okazała się bardzo pozytywną osobom.


Największą jednak frajdą w czasie całej konferencji była możliwość poznania tak cudownych osób jakimi jesteście Wy - Blogerki. Brakło czasu na poznanie Was wszystkich, brakło tego momentu integracji, jednak udało mi się osobiście poznać kilkanaście z Was, z którymi moja znajomość ograniczona była jedynie do internetu. I to największy plus takich imprez. Chciałam Wam tylko powiedzieć, że każda z Was jest wyjątkowa, każda z Was jest inna, ale poznanie Was i zamiana choć jednego zdania z Wami była chwilą wyjątkową. Dziękuję :)
 
STARÓWKA, LIZAKI I KOLOROWE GOŁĘBIE
Sobotni wieczór postanowiliśmy spędzić na Starówce. Nieco zmęczeni i głodni wylądowaliśmy w centrum Warszawy. Trafiliśmy akurat na Noc Muzeów więc nie obyło się też bez zwiedzenia Pałacu Tyszkiewiczów-Potockich.


Niedziela upłynęła nieco spokojniej niż sobota. Być może był to wynik zmęczenia jakie z nas pomału wychodziło, a także powolutku opadały wrażenia dnia poprzedniego. Zbliżała się też godzina 0 i pomału szykowaliśmy się do powrotów. Jednakże organizatorzy nie wypuścili nas z pustymi dłońmi, okazało się bowiem, że przy wyjściu każda z nas dostawała wielką ekologiczną torbę, zaprojektowaną specjalnie dla nas, wypełnioną po brzegi kosmetykami marek sponsorujących wydarzenie. A prócz tego dodatkowo na każdych warsztatach przygotowano dla nas upominki. Ja oczywiście nie omieszkałam również zrobić małych zakupów na targach. I w ten sposób jak przyjechałam z jedną malutką walizeczką, tak wracałam obładowana jak wielbłąd. Wśród upominków znalazły się takie marki jak Annabelle Minerals, Golder Rose, Gosh Copenhagen, Alma K, Palmers, Bielenda, Lirene, Pierre Rene, Neo Nail, GlySkinCare, Cashmere, Soraya, Tołpa.


Cóż więc mi zostało na koniec, jak nie podziękować raz jeszcze - Organizatorom za całe wydarzenie, za świetne warsztaty oraz możliwość wzięcia udziału w Meet Beauty, a także możliwość poznania osobiście innych Blogerek. Prelegentom wykładów za bardzo przydatne informacje oraz super spędzony czas na panelach. Sponsorom za tak zacne upominki jakie zostały nam wręczone na imprezie. I Wam oczywiście Dziewczyny za możliwość spędzenia tych dni w tak miłym towarzystwie, a zwłaszcza Indze i Kindze, Wam należy się nagroda, że wytrzymałyście ze mną :P

I być może - Do następnego :*



Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne