7/15/2015

Tołpa - zbawienne mleczko, dobry płyn micelarny i nieudany krem nawilżający

Witam Was :)
Mój okres wakacyjny rozpoczęłam od wyskoczenia na basen ze znajomymi. Było pięknie i cudownie, aż do powrotu do domu...Panna K. I Pan Ł. wyglądali jak dobrze przypieczone steki w tym Panna K. w gratisie otrzymała antybiotyk bo słoneczko do tego stopnia ją polubiło że dostała uczulenia na nie heh. Ja natomiast jak taki chojrak pobiegłam z samym sprajem z Ziajki przyśpieszającym opalanie, bez filtra, bez osłony - no bo gdzieżby po co?? Przecie mam taka karnację że na luzie lekko mnie opali i po sprawie...aha, do 17 godziny czyli godziny kiedy weszłam do domu i okazało się że wyglądam jak dwa spieczone steki. Cała wina jednak została zwalona na wszystkie inne czynniki, ale nie własną głupotę, i tak wśród nich znalazło się : zmiana klimatu w polsce na cieplejszy, powiększająca się dziura ozonowa...itd itd. No ale jednak prawda jest taka, że człowiek mądrzeje po szkodzie...trzeba było krem z filtrem zabrać a nie przyśpieszać. Tak więc to był pierwszy i ostatni raz w te wakacje - słoneczka mi już wystarczy :P
Ratunkiem na tego typu przypadłości jest stary domowy sposób - kefir, maślanka a nawet śmietana, miałam akurat kefir więc wysmarowałam skrupulatnie zjaraną gębę, dekolt, ramiona i nogi. Z takim białym badziewiem pochodziłam z dwie godziny, potem prysznic (aż boli jak sobie przypomnę) i tu pojawił się problem...nie miałam w domu nic po opalaniu, żadnego żelu chłodzącego, czy balsamu, ale miałam całe mleczko nawilżająco - łagodzące z Tołpy.


No to myśl pierwsza - skoro łagodzi to powinno choć ciut pomóc na spalony naskórek ( że się brzydko wyrażę - dojebałam sobie tym słońcem) złagodzić podrażnienie i ukoić skórę. Po drugie - nawilża - więc powinno przy okazji nawilżyć jakby nie było mega przesuszoną skórę. Nawaliłam na dłonie taką porządną dozę mleczka i nałożyłam na każdą partię ciała...wssssyk - efekt - w pięć sekund niczym rura od odkurzacza moja skóra pochłonęła to co nałożyłam, więc odczekałam chwilę i drugie podejście - tym razem bez efektu odkurzacza. Na skórze została lekka warstwa która stopniowo się wchłaniała.
Tuba jest z miękkiego plastiku czy jak to się tam zwie z jebitnym kwiotkiem bawełny. Zakończona standardową zatyczką, dozujemy przez wyciskanie, więc jest łatwo i szybko. Dzięki miękkiej tubie jesteśmy w stanie wycisnąć mleczko do samego końca.



Co do samego mleczka - jest dość rzadkie, aksamitne, lekkie. Moja spalona słońcem skóra za pierwszym razem dosłownie wessała je w siebie w kilka sekund, potem już trochę dłużej to trwało, ale pomimo tego zostawia przyjemną warstwę na skórze - nie klejącą (a tego to ja nie znoszę). Minusem jest to że jest mało wydajne, niby ma te 200 ml ale inne mleczka czy balsamy z tą samą pojemnością mam wrażenie starczały na dłużej :/
W składzie znajdują się roślinki typu bawełna, irys oraz masło shea i olej migdałowy. Zużyłam całe opakowanie i pewnie jeszcze się skuszę kiedyś na kolejne.
A jak już tak pięknie o mleczku Tołpy piszę to tak myślę, że napiszę jeszcze o dwóch innych produktach czyli o płynie micelarnym i kremie.


Krem już kończę, zostało mi go na parę dni jeszcze. Ale myślę że mogę go już opisać Wam. Opakowanie plastikowe w mlecznym odcieniu, z plastikową zakrętką o pojemności 50 ml, w środku zabezpieczenie w postaci folii - standard, jak i kolejny jebitny kwiotek na etykiecie. Konsystencja bardzo lekka - jest rzadki jak na krem, aksamitna, nie kleista.



Krem tak samo jak mleczko ma właściwości nawilżająco - łagodzące. W skład tak samo wchodzi irys i bawełna, masło shea i olej migdałowy.  I to by było na tyle, z kremem się nie polubiłam :/ Ma niby uelastyczniać i wygładzać skórę - nie zauważyłam tych efektów, ma nawilżać - powiedzmy że cóś tam nawilżył ale bez efektu WOW,  jedynym plusem było złagodzenie podrażnień po opalaniu - co prawda pierwszy i drugi dzień facjata mnie piekła jak cholera po aplikacji kremu ale rzeczywiście coś tam łagodził. Nie przekonał mnie jednak do siebie na tyle abym kupiła go po raz drugi niestety, i w tym przypadku jestem na nie. Za to inne zdanie mam o płynie micelarnym.


Temu to przyznam z 5 gwiazdek, pomimo mojego zboczenia do mleczek do demakijażu :) Plastikowa butelczyna o pojemności 200 ml, z charakterystycznym kwiotkiem tyle że teraz nie bawełna a bławatek :) Płyn jest produktem 2w1 - płyn + tonik. W skład wchodzą torf, ekstrakt z korzeni lukrecji, ekstrakt z kwiatów bławatka. Ma właściwości oczyszczające, tonizujące i nawilżająco - łagodzące. Nadaje się do demakijażu oczu i ust, chociaż ja i tak zawsze przed użyciem płynu jadę z mleczkiem. Płyn jak każdy chyba - jest przeźroczysty, ma delikatny zapach. Co do nawilżenia - kłóciłabym się, bo po zastosowaniu odczuwam bardziej niż zwykle "ściąganie" na twarzy, ale nie przeszkadza mi to aż tak bardzo bo i tak po demakijażu nakładam krem. Także płyn jest też ok.
Tak czy siak z całej tej trójki najbardziej przypadło mi do gustu mleczko, które okazało się niezastąpione podczas poparzenia słońcem.


Któraś z Was miała te produkty? Jakie jest Wasze zdanie o nich?

2 komentarze:

  1. Niespecjalnie kuszą mnie ich kosmetyki ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ostatnio razem z mamą kupiłam kilka produktów Tołpy i puki co jesteśmy nawet zadowolone :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne