9/27/2015

Manna Kadar, Soap&Glory, Hean...ulubieńcy w ostatnim czasie + wyniki konkursu

Witajcie !
W ostatnim czasie moje zbiory kosmetyczne trochu się powiększyły. W Anglii zaopatrzyłam się zwłaszcza w kolorówkę, a po powrocie do Polski nie oszczędzałam tym razem w sklepach internetowych, skusiłam się nawet na zakupy na aliexpress (akurat na te rzeczy muszę poczekać - ale jestem ciekawa zwłaszcza lakierów hybrydowych). W każdym bądź razie trochu rzeczy przetestowałam a i zaopatrzyłam się w dość sporą ilość kolejnych produktów, więc stopniowo będą pojawiać się posty o tym co mnie zachwyciło, a co okazało się zwyczajnie do dupy. Na końcu postu również ogłoszę zwyciężczynie konkursu :)
Miłej lektury.



Oto piątka stałych bywalców w moim makijażu.
Jakiś czas temu kupiłam Beauty Blender do nakładania podkładu, nigdy nie byłam przekonana do nakładania go pędzlem więc gąbeczka była dla mnie odpowiednia do czasu...aż moja koleżanka uświadomiła mi zalety takiego pędzla. Na dzień dzisiejszy stwierdzam, że chyba po prostu byłam skąpa i dlatego nigdy wcześniej nie zainwestowałam w pędzel do podkładu. Chociaż w sumie jakoś dużo za niego nie zapłaciłam.
Zastanawiałam się między Hakuro a Kaviar, ale po ostatniej wpadce z zakupem palety cieni - o której czytałam same pozytywy, a kiedy już stałam się jej posiadaczką stwierdziłam, że chyba bardziej wygląd zewnętrzny paletki robi furorę aniżeli jej zawartość, postawiłam w końcu na pędzel Kaviar, też miał pozytywne opinie ale były też jakieś negatywy.
I tak w moim posiadaniu znalazł Kaviar 22 - pędzel do podkładu i korektora.



Pędzel przeznaczony jest do wszelkiego rodzaju płynnych i kremowych podkładów, korektorów czy róży. Wizualnie wygląda bardzo ładnie, włosie (skunks) umieszczone jest w aluminiowej skuwce, rączka pędzla jest wykonana z czarnego drewna. Na rączce oczywiście widnieje nazwa Kaviar oraz numer pędzla. Włosie wykonanie z dwukolorowego wysokiej jakości syntetycznego włosia wegańskiego (taklonu). Rączka jest dobrze wyprofilowana co powoduje bardzo dobrą i wygodną aplikację. Włosie jest miękkie i elastyczne więc nie ma powodów do obaw o podrażnienie wrażliwszych części twarzy. Giętkość włosia ułatwia dotarcie do załamań skóry na twarzy, a lekko zaokrąglony kształt idealnie przylega do skóry nie powodując efektu maski. Włosie z którego jest wykonany ma jeszcze jedną zaletę - nie chłonie kosmetyków płynnych, a dzięki temu jest łatwiejszy w utrzymaniu czystości.
Elegancki, prosty i efektowny - polubiliśmy się. Cena ok.28-30,00 zł.
Kolejnym produktem który skradł podwoje mojego serca to Hean - utrwalający mineralny puder bambusowy TRANSPARENT






Poprzedni fixer z jakim miałam do czynienia był z Wibo, lubiłam go chociaż teraz Hean powalił go na łopatki. Dlaczego? Do jego zalet mogę zaliczyć zwłaszcza dobre matowienie oraz to że wtapia się naturalnie ze skórą a przy okazji nie wysusza jej. W pudrze zawarte jest masło Cupuacu oraz proteiny jedwabiu które odpowiednio ją nawilżają. Po aplikacji skóra staje się gładsza. Biały proszek jest miękki, delikatny i drobny, po kilku sekundach staje się nie widoczny na twarzy.
Efekt matowienia zostaje na kilka dobrych godzin, nie ma potrzeby poprawiania go i biegania z lusterkiem aby przysłowiowo przypudrować nosek. Dopiero po kilku godzinach wymaga jedynie lekkiej poprawki, więc myślę iż za tą cenę (ok.15- 18zł) jest bardzo dobrym fixerem który śmiało można polecić.




Do pomadek w typie Nude nie bardzo byłam przekonana, wszystkie jasne pomadki jakie do tej pory kupowałam lądowały albo u nowych właścicielek albo w koszu. Albo wysuszały usta, albo po aplikacji chamsko rolowały się na ustach, lub poprostu rozwarstwiały. Kiedyś kupiłam jasny perłowy róż z Eveline - jakoś ją zniosłam i pozostawiłam ale i tak pod nią muszę dać pomadkę ochronną żeby jakoś wyglądała. Więc pomadki zazwyczaj wybierałam ciemne. Ale tym razem zachęcona ceną (9.90 chociaż można i za ok.7zł znaleźć) skusiłam się na pomadkę Essence z serii I Love Nude 02 - porcelain doll.
I przeżyłam miłe zaskoczenie kiedy okazało się że pomadka bardzo ładnie nawilża usta, pozostawia delikatny koloryt na ustach i jedynym jej minusem jest niestety to że dość szybko się ją "zjada", ale czegoż można wymagać kiedy jej cena jest taka niska? Pomimo szybkiego ścierania, nie zostawia plam na ustach więc i to ścieranie można znieść. Konsystencja jest dość lekka, kremowa. Wygląd zewnętrzny również niczego sobie - zamknięta w plastikowym, matowym opakowaniu pod kolor pomadki. Teraz zastanawiam się nad jeszcze jednym kolorem - 04 it's nude time - w pięknym jasnym pudrowym odcieniu różu. Kto wie może się skuszę.

W sierpniowym angielskim Glossyboxie znalazłam z kolei Manne Kadar - odżywkę do rzęs. W ogóle nie miałam kiedy zrobić postu o tym pudełku które przerosło moje oczekiwania i uważam że było rewelacyjne, ale postaram się Wam pokazać jego zawartość w najbliższym czasie.
Wracając do odżywki - to było ogromne zaskoczenie.



Zamknięta w czarnej, malutkiej buteleczce (produkt pełnowymiarowy - 4g.) okazała się wielką niespodzianką. Ma kremową, delikatną konsystencję koloru białego, podczas aplikacji oplata rzęsy białą mazią, powodując zwiększenie ich objętości oraz wydłużenie - idealna jako baza pod tusz do rzęs. Zaletą i to ogromną jest to iż nie wysycha od razu, nadaje rzęsom miękkości i elastyczności więc aplikacja tuszu jest o wiele łatwiejsza. Oczywiście po nałożeniu tuszu staje się całkowicie nie widoczna. Można ją również stosować na noc, dzięki czemu wzmacnia i odżywia rzęsy.


Nie wiem czy można ją zakupić w Polsce, patrzyłam na kilka stron sklepów internetowych niestety nigdzie jej nie widziałam, ale znalazłam ją na tej stronie: link jest to oficjalna strona tej marki i jest w cenie 24$ ale czy można zamówić ją z wysyłką do Polski - tego nie wiem. Będę to sprawdzała jak mi się skończy, bo jest rewelacyjna.

Ostatnim złodziejem mojego serca stała się mascara Soap&Glory. Przed wyjazdem z Anglii stałam się szczęśliwą posiadaczką trzech produktów tej marki. Wśród nich był tusz do rzęs.



Marka Soap&Glory inspiruje już samym wyglądem zewnętrznym, wszystkie produkty utrzymane są w jednakowych kolorystycznie opakowaniach - gdzie przeważają : czerń, róż i złoto. Dodatkowo opakowania ozdobione są obrazami bw przywołujące na myśl lata 60 :) Wyglądają naprawdę pięknie. Tusz mnie skusił przez szczoteczkę, uwielbiam grube, masywne szczoteczki, a ta właśnie taka była. Z dostępnych trzech rodzajów wybrałam tą o hucznej nazwie Thick&Fast - czyli szybkie pogrubienie.
Mascara dodatkowo zapakowana była w kartonik, który przykuwa uwagę dzięki zdjęciu oczu modelki z mega pogrubionymi rzęsami. Oczywiście takiego efektu nie spodziewałam się ale rzeczywiście tusz daje sobie świetnie radę z nadaniem objętości. Zamknięty w czarnym plastikowym opakowaniu z różowymi napisami. Szczoteczka jak wspomniałam wyżej - gruba, masywna, dobrze wyprofilowana. Przy wyciąganiu jej z buteleczki cały nadmiar tuszu zostaje z niej ściągnięty dzięki silikonowej szyjce przy wyjściu. Dzięki temu na szczoteczce zostaje odpowiednia ilość mascary do aplikacji. Szczoteczka jest ładnie, równo rozdzielona, a kremowa konsystencja tuszu pozwala na aplikację trzy, cztery razy bez sklejania rzęs. W efekcie możemy uzyskać naprawdę pogrubione rzęsy.
Na zdjęciu poniżej rzęsy przed i po dwóch aplikacjach tuszu.


Niestety markę Soap&Glory zlokalizowałam tylko tutaj : link i to z niepełnym składem :/ Nie wiem jak w przypadku zamawiania bezpośrednio z ich strony na Polskę.

------------------------------------------------------------------------------------------
A teraz czas na przyjemności :) Czyli wyniki konkursu, do którego niewiele z Was się zgłosiło ale i tak bardzo Wam dziękuję za wzięcie w nim udziału. Wszystkie Wasze odpowiedzi były dla mnie inspiracją aby wypróbować czegoś nowego przy pielęgnacji dłoni i paznokci, ale niestety nagrodzić mogę tylko jedną osobę :) A zwyciężczynią zostaje:


Magdalena Winchester która zainspirowała mnie olejkami (które uwielbiam) i wodą różaną (moje ulubione kwiaty). I na dniach zapewne wypróbuję ten sposób na moich dłoniach :)
Serdecznie gratuluję i proszę o wysłanie mi danych potrzebnych do wysyłki. Reszcie z Was bardzo dziękuję raz jeszcze za udział w zabawie:)


9 komentarzy:

  1. Ojjj czekam na tego BeG :D ostatni angielski był fenomenalny :D ja ostatnio zakupiłam pędzel z etude house my secret brush tool 121 i też jestem zadowolona :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jest :) Ale bardziej jako krótki foto-opis :)
      Muszę luknąć na te pędzle :)

      Usuń
  2. Nie znam tych produktów ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To polecam spróbować, pomadkę Essence, puder Heanu kupisz tanio w drogeriach internetowych, tak samo jak pędzel Kavai. Gorzej z marką Soap&Glory bo jest tylko w jednym sklepie jak na razie gdzie znalazłam i mają okrojony bardzo asortyment, a szkoda :/ no i odżywka - nie wiem czy można ją kupić z zamówieniem do polski :/

      Usuń
  3. Zastanawiam się nad pędzlem do podkładu bo Beauty Blender to jednak sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eva - ja już nie chcę słyszeć o Beauty Blenderze odkąd mam pędzel :) I myślę że w Twoim przypadku będzie tak samo :)

      Usuń
  4. Dziękuję bardzo! :) maila wyslalam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietni ulubiency :) Szczegolnie pomadka z Essence musze sie skusic :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne