10/09/2015

&& co mi we włosach szumi && oraz peeling skalpu &&

Cześć Dziewczyny :)
Ostatnio nadrabiam zaległości blogowe, po hybrydowym szale czas na włosowy post. Jakąś tam włosomaniaczką to ja nie jestem, chociaż kombinuję z nimi jak koń pod górę. Ostatnio mnie wzięło na brąz...poleciałam do fryzjera, i kazałam na czarnych zrobić balejaż rozjaśniaczem. Wszystko ładnie i pięknie wyglądało przez...3 dni, a potem z włosów zrobiło mi się siano, pomimo podcięcia końcówek. Ale brąz był. Miałam iść wczoraj na kolejny balejaż, ale w między czasie nawaliłam na włosy paloną kawę - bo po dwóch tygodniach kolor mi się wypłukał i zrobił się znów za jasny, to znowu palona kawa wyszła niemalże jak czarna. Teraz znów jest brąz - tyle że ciemny. A w ogóle to nie wiem co mnie podkusiło z tym rozjaśnianiem czarnych włosów, jak za 5 miesięcy ślub i obiecałam sobie że do mojego dnia 0 moje włosy będą zadbane, niezniszczone i ...czarne. Ale czarne nie są. I jakoś nie bardzo chce żeby były. Niestety odrost przy czarnych jest dla mnie nie do zniesienia, tym bardziej że mam już dużo siwych. Więc będzie brąz. Zobaczymy jak długo wytrzymam, hehe.
No dobra, ja tu pitu pitu o moim wymyśle, a o czym innym miałam pisać dzisiaj :)
Przejdźmy do rzeczy. Skoro już podniszczyłam (lepiej to brzmi niż zniszczyłam) moje włosy, musiałam zainwestować w kilka produktów, i to o nich dziś chciałam Wam napisać kilka słów. Nie będę się bawić w składy, ani opisy producentów; będzie moimi słowami i o moich odczuciach - dobrych lub nie. A na koniec coś o peelingu skalpu :)



Pokaźny zbiór chyba. Zaczynamy.





------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

1. Joanna - szampon do włosów wymagających szczególnej pielęgnacji z olejkiem arganowym.
cena ok.10 zł/1000ml









Nie przepadam za szamponami drogeryjnymi, chociaż czasem muszę i taki zakupić. Wolę te przeznaczone do fryzjerskich salonów, jednym z nich jest owa Joanna. Szampon jest w dużej butli (starczy na baaardzo długo) o pojemności 1 litra - z jednej strony fajnie, o ile szampon się spisuje i daje jakieś efekty, gorzej by było jakby te efekty były marne - bo na cholerę nam wtedy litr szamponu którego nie używamy?? Na szczęście okazał się w porządku. Butla jest zaopatrzona w pompkę (wyśmienicie) więc mamy ułatwioną aplikację. Trochę się zacina, ale to mało ważny szczegół. Konsystencja jest jak na szampon rzadka (co raczej nie przeszkadza), o pięknym delikatnym zapachu. Kolor jest żółtawy, przeźroczysty. Ładnie się pieni, ale dopiero za drugim razem. Po zastosowaniu za pierwszym razem miałam wrażenie, że "spulchnił" mi włosy. I tak też chyba jest w rzeczywistości bo ewidentnie po kilku razach użycia włosy stają się wyczuwalnie nawilżone. Nie przetłuszcza, włosy po nim są miękkie i gładkie. Mi osobiście przypadł do gustu bardzo, ale zastanawiam się jakby się zachowywał na włosach niezniszczonych. W każdym bądź razie był to udany zakup.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

2. Kallos - czekoladowa maska do łamiących się i suchych włosów
cena od 11 do 15 zł /1000ml





I tu o dziwo - moje lekkie rozczarowanie. Kallosowi jestem powiedzmy wierna już od jakiegoś czasu - mam swoją ulubienicę - maskę bananową, ale też wypróbowałam inne jak np.mleczną, z algami, omega itede. Ciekawa czekoladowej zamiast głupia kupić małe opakowanie rozpędziłam się i zakupiłam litrowy plastik. No zużyć zużyję, ale...
Opakowanie takie jak zawsze - czyli plastikowe, okrągłe pudełko z odkręcanym wieczkiem. Zapach oczywiście jest bomba - nie jest intensywny lecz wyczuwalny (w przeciwieństwie do mojej ulubionej bananowej która podjeżdża lateksem hehe ) Kolor ma dziwny - taka złamana biel. Konsystencja lekka, rzadka, ale nie spływa z włosów.
Jednak jeśli chodzi o efekty to coś mi nie leży. Zużyłam 1/4 opakowania. Włosy owszem są miękkie po niej, gładsze ale mam wrażenie jakby "oblepiała" je. Nie wiem może to ja mam jakieś dziwne widzimisię. Zużyję ją do końca i kolejnym razem kupię bananową.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

3. Revlon - farba do włosów bez amoniaku odcień 30 - ciemny brąz
cena od 19 do 25 zł/op





Kupiłam ostatnio w rosku za 19,99, była akurat na promocji. Ilekroć widziałam ten kolor to mi się oczy świeciły, ale nie kupowałam bo na czarnych i tak by nie wyszedł. Ale teraz jest brąz na głowie, to co mi szkodzi.
Oczywiście w to że jest bez amoniaku nie wierzę - jak nie ma amoniaku to wiadomo jest że są jakieś zamienniki, które tak czy siak mają szkodliwy wpływ na strukturę włosa. Mnie bardziej ciekawi kolorek jaki wychodzi po. I teraz pytanie do Was - czy któraś z Was nią robiła? Albo w ogóle któryś z odcieni Revlona? Jak wychodzą na włosach?
Jestem przed nałożeniem jej więc nie będę w tym momencie wypowiadać się na jej temat. Tak czy siak - kolor z opakowania jest cudny :<

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

4. Farmona & Joanna - wcierki do skóry głowy
Jantar cena od 9 do 13 zł / 100ml  & Joanna Powerhair cena ok.9-11 zł/100ml



Pewnie znacie je obie, albo przynajmniej pierwszą z mnich - odżywkę z bursztynem Farmony - Jantar. Też mnie skusiła, ale czeka w kolejce, aż zużyję tę drugą (ma lepszą butelkę ) , bo mnie irytuje aplikacja tą ich butelczyną. A butelczynę ma szklaną, zakończoną plastikiem który ma niby blokować zbyt duże nabranie produktu, sęk w tym że z niego prawie w ogóle nie cieknie.
Opinie zbiera dobre, więc się skusiłam i ja na nią. Chociaż za wcierkami jakoś szczególnie nie przepadałam nigdy. Chyba z lenistwa bardziej :/ Fajny ma zapaszek, przyjemny dla nosa. Ale więcej się nie wypowiadam, zużyję jednego jantara albo może i dwa i się wypowiem wtedy.







Druga wcierka to jakaś nowość która pojawiła się niedawno na naszym polskim rynku. Jest to Joanna seria PowerHair  - kuracja wzmacniająca włosy cienkie, słabe, z tendencją do wypadania. Prawie kończę butelkę. Czy kupię drugi raz? - jeśli nie podejdzie mi Jantar to pewnie kupię. Na plus butelka - plastikowa, zakończona długim dzióbkiem co bardzo, ale to bardzo ułatwia aplikację. Dodatkowo buteleczka jest z miękkiego plastiku więc wystarczy lekko ją nacisnąć.





Ma przyjemny zapach, który staje się nie wyczuwalny po naniesieniu na skalp. Konsystencja wodnista - lubi czasem spłynąć po czole. Co zauważyłam odkąd stosuję - na pewno zmniejszyło się wypadanie włosów. Tzn. nadal wypadają, ale już nie w takich ilościach. Produkt nie przetłuszcza skóry głowy a to również duży plus, bo tego się zawsze bałam w tego typu produktach. Skóry głowy nie przesusza, nie ma swędzenia ani jakiegoś nieprzyjemnego wrażenia ściągania. Ale ma też minus - mam wrażenie, że przesusza mi włosy - wiadomo - wcierka ląduje na mojej skórze, ale wmasowując ją w skalp zawsze część produktu dostanie się do włosów, tego nie unikniemy, i właśnie stąd moje wrażenie. Ale biorę też poprawkę że moje włosy są ogółem teraz lekko wysuszone, tyle tylko że ta wcierka chyba pogłębia jeszcze tą susz :) Pomimo tego produkt oceniam jako bardzo przyjemny, i jak nie podejdzie mi Jantar to wrócę do tego :)
Ps. baby hair nie zlokalizowałam na razie :P

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

5. Marion & Chantal - lekkie dwufazowe odżywki do włosów zniszczonych, suchych bez spłukiwania
cena Marion ok.9-11 zł/150ml & cena Chantal ok. 14-17 zł/200gr



Pierwsza Marion jest przyjemną, lekką dwufazową odżywką z którą już nie raz miałam do czynienia w drodze kombinowania z włosami. Kupiłam ją teraz też dlatego że nie było w sklepie tej po którą poszłam - czyli Chantal Prosalon. Wzięłam więc poczciwą Marion z jedwabiem, witaminami i proteinami ryżowymi i tak ją wykańczam pomału. Odżywka jest w sprayu więc aplikacja jest prosta jak budowa cepa. Wystarczy potrząsnąć żeby zmieszać obie warstwy i spryskać włosy. Nie spłukiwać. Zawiera jedwab i kompleks multiwitamin. Jest lekka więc nie obciąża włosów. Nie przetłuszcza. Włoski mam po niej przyjemne w dotyku. Jeden z fajniejszych produktów do włosów.





Druga to Chantal seria Sessio. I tu były przejścia. Kiedy byłam w sklepie po nią akurat nie mieli jej na stanie, więc kupiłam Marion, a po przyjściu do domu, zaglądnęłam na allegro i stwierdziłam, że kupię Chantal przez neta, bo ja oczywiście w gorącej wodzie kąpana jestem i czekać nie lubię, a panie w sklepie mi powiedziały, że będzie dopiero za tydzień dostawa. Więc zamówiłam odżywkę na allegro. Przyszła po paru dniach. Rozpakowałam, nawet nie spojrzałam na opakowanie, położyłam na półce i tak z dwa razy użyłam ją.
Ale coś mi nie grało...przy 3 czy 4 razie spojrzałam na butelkę i okazało się że przyszedł do mnie inny produkt - nie ten który chciałam. Patrzyłam na stronę Chantal - opakowań nie zmienili, nic z tych rzeczy, przysłano mi zwyczajnie co innego. Kupiłam Chantal Prosalon, a dostałam Chantal Sessio.

Aukcja wyglądała tak:
a ja dostałam taki:




Widać różnicę :/ A najgorsze jest to, że oczywiście wystawiłam już komentarz zanim się kapnęłam, że to co innego jest. Nie powiem bo z deczka ogarnął mnie wkurw, ale z drugiej strony sama sobie jestem winna - mogłam wpierw oglądnąć zakup a dopiero potem zacząć go używać. No nic trudno pomyślałam, i stwierdziłam, że nie będę wybrzydzać bo jeszcze się okazać może że będzie ok.
Niestety ok nie było i nie jest. Owszem w obu przypadkach odżywki są bez spłukiwania, z olejkiem arganowym i są dwufazowe, mają takie same plastikowe butelki z takim samym sprayem i na tym koniec podobieństwa.
Prosalon znam i miałam, po jakimś czasie używania włosy nabierają przy niej blasku, miękną i są naprawdę wygładzone, o wiele łatwiej się rozczesują i są podatniejsze na układanie. Potrafi ujarzmić nawet bardzo zniszczone włosy. Natomiast Sessio jest jej zupełnym przeciwieństwem. Ani nie wygładza, ani nie zauważyłam nawilżenia - wręcz przeciwnie po zużyciu połowy butelki robi z moich włosów za każdym razem druty które sterczą na wszystkie strony. Koszmar a nie odżywka. Nie polecam!

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

6. Oleje pielęgnacyjne - różne rodzaje.



Czyli olej kokosowy - z którym się nie rozstaję już od dłuższego czasu. Olej lniany z Mokosh dla którego m.in. zamówiłam shinyboxa sierpniowego. Olej arganowy - obecnie z Loton który miałam w boxie F&L i olej rycynowy kupiony w zielarskim za grosze.
Jak wiecie jestem maniaczką olejków wszelakich. Stosuję na włosy, na twarz, na ciało i do kąpieli.
Każdy ma swoje właściwości i plusy, ale o tym napiszę w kolejnym poście.
Olej lniany Mokosh polubiłam na wstępie za opakowanie - a dokładnie pipetkę w którą jest wyposażony a którą rewelacyjnie się aplikuje olejki.



Oleje kładę na włosy 2/3 razy na tydzień kiedy są po przejściach, kiedy były w dobrym stanie wystarczył jeden raz w tygodniu. Dają mi dużo dobrego, a na pewno moim włosom. Z taką mieszanką owiniętą folią i ręcznikiem, paraduję kilka godzin przed myciem. Czasem zdarzało mi się iść spać z olejkami. Mnie osobiście pomaga olejowanie, ale wiem że nie wszystkie z Was mogą stosować tą metodę.
Włosy po olejowaniu stają się mocniejsze, miększe i odpowiednio nawilżone. Nabierają blasku. Łuski włosa ulegają zamknięciu przez co stają się gładsze. Ale to zapewne wiecie.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

7. Marion - kawowy żel peelingujący do ciała
cena ok.3,5-5,5 zł /100ml



Tak, tak dobrze widzicie - to zwykły żel peelingujący do ciała, który ja stosuję nie tylko do skóry ciała ale i do...skalpu :) Oczywiście nie za często robię to raz/dwa razy na miesiąc. I nie zawsze korzystam z gotowca - w tym przypadku wolę zrobić domowy peeling o którym napiszę na koniec postu, ale jak z kolei dopada mnie leń - chwytam taki jak ten.
Peeling jest w miękkiej, plastikowej butelce zakończonej zatyczką. Jest dość rzadki, a granulki nie są zbyt twarde więc w delikatny sposób masują skórę.



O składzie nie będę polemizować, zwracam czasem uwagę ale bez przesady. Poza tym skoro peeling jest do ciała to czemu nie można stosować na skórę głowy? Ano można, mi na pewno nie szkodzi. A wręcz przeciwnie pomaga. Zmywa się z włosów bardzo dobrze, po drugim myciu nie ma już ani jednej granulki peelingującej. Skóra głowy jest oczyszczona a przy takim masażu peelingiem poprawiamy ukrwienie co z kolei powoduje szybszy wzrost włosów.
Jeśli jednak nie macie ochoty na gotowca, taki peeling całkiem śmiało możecie zrobić w domu. I tak samo użyć zarówno na ciało jak i głowę.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

7. Naturalny peeling z kawy domowej roboty
bezcenny :)

Potrzebujemy: łyżkę, miseczkę, kawę i olejki.
Ja wykorzystałam olejki ze zdjęcia powyżej czyli kokosowy, rycynowy, lniany i arganowy.




Przepis jest banalnie prosty: do miseczki wsypujemy 1-2 łyżki kawy mielonej, i po kolei dodajemy po łyżce olejków, można dać wg. upodobać - ja dałam więcej kokosowego i lnianego. Mieszamy wszystkie składniki, aż się połączą. Ja jeszcze dodałam trochę żelu peelingującego z Mariona  (ale to już mój wymysł) .Mieszanka nie może być ani za rzadka ani za gęsta, jeśli widzimy że jest za rzadka dodajemy trochę kawy, jeśli za gęsta - to olejku.


Można również zamienić olejki na maskę, lub połączyć maskę z olejkami. Jak już nasza papka jest gotowa, rozdzielamy włosy i wmasowujemy ją w skalp, wykonujemy przy tym delikatny masaż. Ja lubię zostawić taki peeling jeszcze na ok.30 min. na głowie - zawijam wtedy włosy w folię i nakładam ręcznik. W gratisie mam czoło w ziarenkach kawy :P


Po tym czasie spłukuję głowę i myję jak zwykle :)
Jedyne co to peelingu raczej nie polecam blondynkom - kawa ma tendencje do barwienia włosów. Ale zawsze możecie zamienić kawę na np. rumianek :)
Znów się rozpisałam.
A jak wygląda Wasza pielęgnacja włosów? Która z Was miała farbę do włosów z Revlon?

11 komentarzy:

  1. Szkoda, że nie piję fusiastej kawy, to nie mam jak peelingu diy zrobić :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób z cukru o którym poniżej napisała Interendo, albo kup za 2 zeta kawochę i do dzieła :)

      Usuń
  2. Super pomysł z tym peelingiem gotowym, nie pomyślałabym, żeby taki na skalp użyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pola spróbuj warto :) Najwyżej Ci nie przypadnie do gustu, ale nie zaszkodzi na pewno :)

      Usuń
  3. CO do jantara jest na niego sposób - podważ nożem korek i przelej do butelko po jakiejś odżywce b/s , ja peeling robię cukrowy - mniej zabawy z nim czyli kilka łyżek cukru mieszam z jakimś slsiakiem i tak trę skórę głowy aż krzyształki się rozpuszczą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego chcę wykończyć ten PowerHair - on ma zajebistą butelkę do takich wcierek płynnych :) A o cukrze chciałam w innym poście :P też dobra rzecz ! :)

      Usuń
  4. ciekawy ten peeling, wypróbuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuj i daj znać jak u Ciebie się spisał :)

      Usuń
  5. Ciągle dowiaduję się jakiś włosowych nowości :) Dziś dowiedziałam się o peelingu :) Z Twojego zbioru znam olejek rycynowy.Znam! Ale tylko z widzenia bo odkąd go kupiłam to tylko na niego patrzę a jeszcze nie używałam bo nasłuchałam się jak to ciężko się go pozbyć z włosów :)
    Znam również Jantarka który nic nie robi ale mimo wszystko jakąś mam do niego słabość.Kurczę ale się rozpisałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj peeling, może do Twoich włosów będzie ok, chociaż nie wszystkim on też pasuje. Jeśli chodzi o olejek rycynowy, w moim zbiorze jest od kilku ładnych lat i nigdy nie miałam problemu ze zmyciem go z włosów :) A Jantar czeka u mnie nadal w kolejne :)

      Usuń
  6. Na pewno zrobię sobie ten peeling :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne