12/17/2015

&& W moim kotle...Magiczny czas Świąt...czas przemyśleń, czas zadumy...&&

Dzisiaj nieco inaczej, nieco się boję tych słów, tej publikacji, ale...mam nadzieję, że Was nie zanudzę i nie odbierzecie tych zdań źle, a ten tekst pomimo wszystko wywoła uśmiech na twarzy, bo w końcu Święta to magiczny czas, lecz nie zawsze....
Czas przemyśleń, zadumy....
Święta, święta, święta...od początku grudnia czuć je ze zdwojoną siłą. Wpierw Mikołaj, prezenty (choć nie u wszystkich, bo i tak bywa), potem przygotowania do Wigilii. Leci ten czas wtedy, lecą dni, my biegniemy, nie rozglądamy się, sprzątamy, robimy zakupy, gotujemy, pieczemy...chcemy dopiąć wszystko na ostatni guzik, tak aby w wieczór wigilijny nie myśleć już o goniących nas obowiązkach, wyciszyć się i spędzić radosne chwile z naszymi bliskimi. Tak to właśnie wygląda. Magiczny grudzień co jakiś czas nas przytłacza nadmiarem pracy, a żeby zaraz potem wprawić nas w radosny nastrój, takie jego uroki, taki jest grudzień.
Czas przemyśleń...dla mnie taki jest właśnie dwunasty miesiąc roku.  W całej mojej gonitwie przedświątecznej, gdzieś w mojej głowie pojawia się tysiące przemyśleń, moje zadumy które biją o ściany mojej czaszki. Dlaczego? Miesiąc grudzień, od małego dziecka był dla mnie magicznym miesiącem. Wierzyłam uparcie, jako małe dziecko że to właśnie w grudniu, że to właśnie w Wigilie przjedzie mój Tata i zasiądzie z nami przy stole...dzieci mają bujną wyobraźnie, wyobrażałam sobie, że skoro Mama mówi, że Tata musiał wyjechać bardzo, bardzo daleko...to ten mój Tata pewnie jest gdzieś na biegunie i w Wigilie niczym Święty Mikołaj wskoczy przez komin z górą prezentów (albo i bez - nieważne, byleby był), bo chyba - przecież, na pewno wie, że go kocham i tęsknie...ale co roku, przy wigilijnym stole zasiadałam tylko ja, smutna Mama i moja ukochana Babcia. I ten pusty talerz, przygotowany dla Taty - no bo przecież chyba po to Mama go położyła?? - nadal był pusty kiedy kończyłyśmy kolację. Nikt nie wpadł przez komin, nikt nie zapukał...Tata znów nie przyjechał.
Wtedy nie wiedziałam, że jeden dodatkowy talerz na stole to tradycja. Wtedy nie wiedziałam, że znaczenie słów "Tata musiał wyjechać, daleko" ma trochę inne znaczenie, a Mama jest smutna przy stole, nie dlatego, że  Tata nie przyjechał znów na Święta. Wtedy miałam 5 może 6 lat i jako stuprocentowy smarkacz wierzyłam w Mikołaja, Gwiazdkę i cuda :)
Olśniło mnie koło 8 roku życia, ojjj tak - bardzo mnie olśniło. Od tamtej pory grudzień stał się moim miesiącem przemyśleń...zaczęłam rozumieć, dlaczego ten Mój Tata nie przyjeżdża na Święta, i dlaczego skoro wyjechał to nie może wrócić, bo Tata już od kilku lat patrzył na nas z góry...
Tata, Tatuś, Tato...jak grom uderzyła we mnie świadomość, że poprostu On nie żyje. Jest daleko,  bardzo daleko - nienamacalnie daleko i to była jedyna prawda w tym wszystkim. Potem kilka lat później zrozumiałam smutek Mamy, który był przeplatany jednak cześciowo radością - i za to Mojej Mamie dziękuję, bo pomimo bólu jaki czuła, i pomimo tego, że bił od niej smutek, starała się aby moje Święta zawsze były magiczne, z tym jednym wyjątkiem - "Mamo a dlaczego Tata znów nie przyjechał??" heh...
Życie pisze nam różne scenariusze...Tata odszedł po ciężkiej chorobie kiedy miałam 2 lata. Dzień przed Wigilią. Nie mam wspomnień, nie pamiętam jak wyglądał, nie pamiętam jego czułości wobec mnie; mam tylko kilka starych fotografii, list który mi napisał przed śmiercią i piękny obraz wspomnień Mojej Mamy. Tyle mam, a może aż tyle, kto wie?
~~~~~~&&~~~~~~
Mój grudzień to czas przemyśleń, to czas tęsknoty, ale też radości i rodzinnego ciepła.
Życie jakoś się toczyło, człowiek z roku na rok stawał się starszy, czy mądrzejszy - tego nie potwierdzę, ale napewno więcej spraw rozumiał i więcej potrafił sobie wytłumaczyć. Śwęta co roku były na swój sposób magiczne, otoczone aurą migoczących lampek, kolorowych bombek i zielonej choinki, zapachu szarlotki i koloru czerwonego barszczu z uszkami.
Ale życie lubi płatać figle...niezrozumiałe i wybiera najgorszy moment na takie sytuacje. Rok 2005, jestem już dorosła, od kilku lat mieszkam sama. Pracuję, gnam gdzieś do przodu. Łapie chwile...i znów zbliża się koniec roku i znów Święta za pasem...wtedy w 2005 roku przy stole brakło kolejnej osoby. Ze zdwojoną siłą uderzyła mnie świadomość jak życie potrafi być kruche. Odeszła Moja Babcia. Mojej Babci odebrano życie...nie pamiętam nic z tamtego okresu. Moja świadomość na wszystko przełączyła się na totalną znieczulicę, święta były jakby ich nie było. I chyba wtedy te 10 lat temu wolałabym być znów tą małą nic nierozumiejącą dziewczynką. Ale niestety byłam cholernie dorosła i cholernie wszystko rozumiałam. I ta świadomość była nie do zniesienia.
Mój grudzień to czas zadumy, zadumy nad tymi których kochałam i kocham, ale już ich wśród nas - żywych nie ma. Moja św.pamięci Szalona Babcia była kochaną osobą. Była wariatką jakich na tym świecie mało. Kocham tę Wariatkę do dziś całym sercem.
Moje życie wtedy ograniczyło się do minimum, do leków uspokajających i do codziennego bytowania samej ze sobą. Wiecie,to jest tak - Kiedy człowieka odbiera nam choroba, jeszcze jesteśmy w stanie w pewnym momencie to zrozumieć, kiedy odbiera nam tą kochaną osobę nieszczęśliwy wypadek- również jakoś dojdziemy ze sobą do ładu, ale nie kiedy to ktoś odbiera życie komuś nam bliskiemu, ciężko żyć z tą myślą.
Ale życie postanowiło postawić mnie szybko na równe nogi...zaraz po śmierci Babci okazało się, że jestem w ciąży. Zrządzenie losu? A może ta mała istotka która we mnie rosła pod sercem to część Mojej Babci? Może...może tak miało być. Może tak było nam pisane.
Nie wiem tego.
~~~~~&&~~~~~
Okres Świąteczny to czas kiedy mam wrażenie, że stoję nad wielkim kotłem, a w nim mieszam z dokładną starannością wszystkie uczucia jakie mną targają, w tym kotle jest wszystko - miłość, tęsknota, radość, smutek, szczęście...jest w nim wszystko.
Życie doświadcza. Co roku, pomimo braku kilku osób mi najbliższy, pomimo różnych sytuacji życiowych których doświadczyłam, staram się dla mojej córki, aby ten czas świąteczny był okresem radosnym i szczęśliwym, aby mała weszła kiedyś w dorosły świat z tymi samymi tradycjami, które we mnie wpoiła Mama i Babcia. Nie uchronię jej przed losami życia, bo ono potrafi zaskoczyć w dziwnych momentach, ale wiem że dzięki miłości którą jest otoczona, będzie potrafiła stawić im czoła. Tak jak ja kiedyś, i tak jak teraz, bo to miłość bliskich, daje siłę.
A Święta to taki właśnie magiczny moment, kiedy pomimo burz w naszym życiu - zasiadamy przy jednym stole, i nie liczy się nagle nic, tylko ta chwila z bliskimi, dodatkowy talerz na stole, migoczące światełka, kolorowe bombki, zielona choinka, zapach szarlotki i kolor czerwonego barszczu...
Grudzień to czas magiczny. To jedno pozostało mi z dziecka, wiara w magię Świąt.
I Wam tego też życzę, abyście w każdych Świętach odnaleźli radość, wiarę i nadzieję.  I to małe dziecko, które w nas na zawsze pozostaje.
Pamiętajcie, aby pomimo przeciwności losu nigdy się nie poddawać, a kiedy już chcecie to...
....Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu, a potem wstań i walcz o następny dzień!...
~~~~~~&&~~~~~~

21 komentarzy:

  1. Cudowny wpis. Osobisty. Bardzo wzruszający...
    Magicznych Świąt Ci życzę. Z doświadczenia wiem, że jak pojawiają się dzieci, to ta magia powraca. Chce się jej dla dzieci, więc i nam się udziela. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, kiedy są dzieci jakoś to wszystko nabiera innych kolorów. :)
      Tobie również Magicznych :)

      Usuń
  2. Moja mama zmarła kiedy miałam 12 lat, pierwsze święta Bożego Narodzenia, czy Wielkanocy były dla mnie / dla nas bardzo ciężkie. Z pierwszych dwóch lat po pogrzebie niewiele pamiętam, było ciężko. Ty czujesz tą magię i tego Ci trochę zazdroszczę ja staram się ją odnaleźć (czasami się udaje, czasami nie), brakuje mi tej atmosfery, tego ciepła które było obecne kiedy jeszcze żyła.
    Ja też staram się dla moich potworów :), staram się zapewnić im choć odrobinę tej magii, tej iskry świąt. Najczęściej to wychodzi ale czasami mam wrażenie że moje umiejętności nie są wystarczające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, a ja wiem że wciąż gdzieś w Tobie ta magia jest - właśnie dlatego, że się starasz, że masz dla kogo tą magię tworzyć. Że Ci Mamy brak, potrafię sobie to wyobrazić. Ale czasu już nie cofniemy, musimy brnąć do przodu, a mamy dla kogo. I wierze w to, że Oni są gdzieś tam i patrzą na nas.
      Trzymaj się :* I pamiętaj - już samo to, że się starasz jest magią.

      Usuń
  3. Pierwszy raz popłakałam się czytając post... Mam wszystkich członków najbliższej rodziny, z wyjątkiem rodziców taty. I to, że możemy co roku spotkać się w tym samym lub nawet w powiększonym gronie przy świątecznym stole jest dla mnie największym prezentem, zaczęłam to doceniać niedawno... Jest mi przykro z powodu Twoich strat. Ale zawsze myślę o nich, że im jest lepiej, oni te wszystkie nasze trudy mają już za sobą... Ściskam Cię mocno Kochana. Całym sercem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po cóż te łzy? Kochana Fancy, nie po to ten tekst, nie dla łez - nigdy nie zrozumiałam kilku zdarzeń ze swojego życia, i pewnie do końca nie zrozumiem, ale wierzę że wszystko co nas spotyka ma jakieś znaczenie. Święta traktuję nieco inaczej niż np.Wielkanoc, bo to zawsze był okres kiedy coś się w życiu waliło, kiedy nadchodziła burza - a jednak pomimo tych burz, nadal jest we mnie mała dziewczynka, którą cieszy zakładanie bombek na chuinke :)
      Takie jest życie, możemy usiąść i zamknąć się na otaczający nas świat, możemy zacząć się użalać nad swym losem, ale czy o to chodzi? NiE! Trzeba podnieść się z kolan i ciągnąć wszystko dalej, i cieszyć się z tego co się ma. Cieszę się, że u Ciebie jest Was dużo, że są prawie wszyscy Ci najbliżsi to wielkie szczęście i piękne jest to, że to doceniasz :) Buziaki Kochana :*
      I dziękuję :)

      Usuń
    2. A wiesz, wrażliwiec ze mnie ;)

      Usuń
  4. U mnie od kilku lat znikają osoby przy wigilijnym stole, jednak nie dlatego, ze umierają a... Odchodzą. Najpierw, gdy byłam w liceum, odszedł od nas mój Ojciec 'kryzys wieku średniego' itd itd, potem był mój wujek, mąż siostry mamy... Ten sam powód.... W zeszłym roku odeszła kuzynka, z powodu kłótni z ciocia... To jest mega przykre, zupełnie tego nie rozumiem, jak mozna w ten sposób zostawić rodzine.. Najbliższych... Moim największym marzeniem świątecznym jest odbudować pełnie rodzinnej miłości przy tym stole i ogólnie...chce było przy nim wiele roześmianych, szczęśliwych twarzy i zeby nikt nas juz nie porzucił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego Ci i ja życzę- aby to Twoje marzenie się spełniło :)

      Usuń
  5. Jak czytałam to aż łezka w oku mi się zakręciła :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to teraz pora na uśmiech - idą święta, pamiętaj to magiczny czas i uśmiech jest wskazany :)

      Usuń
  6. Teraz każdy siadając do wigilijnego stołu powinien być wdzięczny, że może to zrobić i jest otoczony bliskimi osobami. W tym roku nie będę mieć wszystkich, ale trzeba się cieszyć tym co się ma :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak jak wyżej, łza się w oku zakręciła.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było minęło jak to mówią, i trzeba brnąć dalej, cieszyć się z tego co mamy i doceniać wszystko co nas spotyka :) Takie uroki życia, ale ono potrafi być znośne :)
      Także proszę mi tu nie płakać, tylko się uśmiechnąć i uwierzyć, że jednak to znośne życie potrafi być piękne a święta magiczne :)

      Usuń
  8. Nie wiem co mam napisać.. jak to skomentować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja Ci napiszę Wesołych i magicznych Świąt Kaprysku :*
      A pisać nic nie musisz, to tylko moje wywody, które pierwszy raz publicznie pokazałam, i chciałam bardziej pokazać, że pomimo wszystkiego co nas spotyka (czasem naprawdę są to złe rzeczy) można być szczęśliwym i nie stracić wiary :)

      Usuń
  9. Dziewczyny, nie chciałam aby moje słowa wywoływały łzy, czy jakiś smutek, chciałam Wam pokazać cząstkę mnie, żebyście mnie trochę poznały. Nie użalam się w tym tekście, nie rozpaczam - ten etap już mam za sobą. A swoimi słowami chciałam zarazić Was jakąś radością, jakąś magią w związku ze zbliżającymi się Świętami, wiarą i nadzieją. Uśmiech proszę! Słońce zaświeciło w Krakowie !! :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Aniu serce moje, poryczalam się jak bóbr czytając to co piszesz. Wierz mi ze w naszym życiu nic nie dzieje się przypadkiem. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Jest czas radości i czas smutku ale to od nas zależy czy ten smutny czas na dobre zagości w naszych sercach. Najbliżsi zawsze będą obok nas nawet wtedy gdy ich ziemskie życie dobiegło końca. Czuwają nad nami i odczuwamy i działania nawet o tym nie wiedząc. Kochana trzymaj się dzielnie w tym grudniowym miesiącu nie daj się smutkowi masz szczęście mając Mamę, Córkę i najwspanialszego faceta. To dla nich stroimy nasze twarze w uśmiechy pomimo tego ze w sercu smutek. Przyciskam Was wszystkich mocno do mojego serducha :*

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne