11/16/2016

&& Witam ponownie, czyli o tym co szumiało w trawie...&&

Cześć Kochane :)
Nie wiem od czego zacząć, bo uzbierało się trochę tego. A nie chciałabym sprowadzić tego postu do bezsensownego monologu. Zapewne wśród Was są te przyjazne duszyczki które z zaciekawieniem dziś do mnie zaglądną i te z Was które może są na mnie złe, bo coś jednak zawaliłam.
I zarówno jednym jak i drugim należy się kilka słów wyjaśnienia, jak również firmom z którymi nawiązałam współpracę.
Ponad pół roku temu po długich przemyśleniach byłam zmuszona zawiesić prowadzenie bloga - te z Was które miały zalajkowaną moją stronę na Fb (poprzednią, starą którą musiałam usunąć wraż z kontem osobistym) przeczytały post w którym podałam informację, że niestety ze względów zdrowotnych będę musiała na razie przystopować z pisaniem. I niestety podałam również informację odnośnie spotkania którego byłam również organizatorem, że niestety nie jestem w stanie na tamtą chwilę dopiąć wszystko na ostatni guzik. W natłoku spraw związanych ze ślubem, weselem, komunią córki starszej, i wiadomość o ciąży a potem (na szczęście potem okazało się ok) problemach z Zosią spowodowały że nie byłam w stanie z tym ruszyć i zakończyć.
I tu chciałabym przeprosić wszystkie z Was które się zgłosiły do owego spotkania, mam nadzieję (choć już teraz nie obiecuję) że jeszcze uda mi się tak owe spotkanie zorganizować - chciałabym bardzo spotkać się w realu z Wami, tak normalnie przy kawie i ciastku, pogadać o pierdołach i rzeczach ważnych. Mam nadzieję, że mi się to uda.
Druga sprawa to niestety fakt zawalenia przeze mnie terminów recenzji ze współpracy jaką nawiązałam wcześniej z firmami. Jest mi zwyczajnie głupio, bo wykazałam się brakiem kompetencji. A wszystko szło tak pięknie. Zdjęcia były gotowe, praktycznie rzecz biorąc pomysły na kolejne posty roiły się w mojej głowie i...trach, ciach, wszystko szlag trafił. Do mętliku spraw związanych z osobistym życiem, doszedł problem utraty części zdjęć. Na szczęście - tylko części, i tu od razu zaznaczę że na dniach pojawi się część zaległych postów. Firmę Dermedic, Panią Elżbietę z Eveline i Panią Anne z Soraji oraz Agnieszkę poczciwą Ber, chciałabym przeprosić oficjalnie. Liczę cicho na wyrozumiałość ze strony osób które umożliwiły mi testowanie nowych produktów, a ja niestety w tym wszystkim nie dokończyłam tego co zaczęłam. Postaram się nadrobić w miarę możliwości zaległości.
______________________________________&&&_________________________________________

Tym z Was które pomimo mojej obecności nie uciekły chciałam podziękować, wiedzcie że pomimo tego całego szaleństwa w moim życiu, od czasu do czasu zaglądałam do Was i z chęcią czytałam, i nadal mam zamiar zaglądać, czytać i komentować.
Szczerze powiedziawszy to tak zwyczajnie w świecie stęskniłam się za Wami, za blogiem i wszystkim co z tym jest związane. Tyle że przez ten czas kiedy mnie tu nie było miałam czas też pomyśleć nad pewnymi kwestiami jak i dojść do pewnych wniosków.
Był moment, że miałam ochotę usunąć całkiem blog.
Wkurzałam się na wszystko dookoła, bo nie miałam czasu nawet usiąść i na spokojnie napisać post z informacją, że muszę zrobić chwilową przerwę. W głowie miałam myśl, że miałam zorganizować spotkanie, miało być duże rozdanie z okazji 1 rocznicy bloga, no właśnie miało być i nie wyszło. Prawda jest taka, że kiedy zobaczyłam dwie magiczne kreseczki na teście, to trochu się załamałam. Dziecko? Teraz? Nie możliwe. Miał być piękny ślub, zajebiste wesele, miało być fajne spotkanie blogerskie, potem komunia córki...i pewnego dnia zdałam sobie sprawę, że kurcze - jestem z tym sama. No prócz spotkania które miałam organizować z Kaśką, ale i ona cierpiała na chroniczny brak czasu. Któregoś wieczoru siadłam i stwierdziłam, że muszę wybierać co w pierwszej kolejności. Oczywiste było jednak, że powinnam się skupić na życiu osobistym wpierw, potem na reszcie. Między czasie okazało się, że z ciążą są problemy, zaczęła się dwumiesięczna tułaczka po lekarzach. Na szczęście okazało się, że wykryta wada nie koniecznie musi oznaczać, że coś będzie nie tak. Pozostało czekanie do września, na rozwiązanie.
Ślub...przygotowania zaczęłam z ponad rocznym wyprzedzeniem. Kupiłam piękną kieckę z kryształkami, która na rok w przód zawisła w szafie, zarezerwowałam salę, wybrałam dodatki, kolor przewodni, potem te wszystkie pierdoły miały pozostać. W dniu kiedy okazało się, że jestem w ciąży miałam ochotę wszystko odwołać. Ale data tez już była wybrana...na marzec, dokładnie w dzień Wielkanocy. Czyli 4 miesiąc. Niby nic, ale kiedy wyszły problemy wiedziałam, że na swoim weselu się nie pobawię. W finale kieckę też musiałam zmienić i zamiast iść w mojej wymarzonej poszłam w kupionej na szybko tydzień przed weselem. Sesja też nie była doskonała. Mój szanowny małżonek miał jeszcze tylko 5 dni urlopu po ślubie i sajonara - znów Anglia, a znając realia chciałam aby sesja odbyła się zaraz po ślubie, bo potem jak wiadomo - będziemy cierpieć na brak czasu. Pech chciał, że akurat z tych 5 pięknych i słonecznych dni, ten jeden trafił się ponury, szary i zimny. Był piątek, w sobotę Luki już wylatywał...więc kolejne marzenie o pięknej sesji szlag trafił.
Stałam na kładce zwanej "hucznie" miłosną (wiem tandetne miejsce na sesje, ale nie było już wyjścia) i trzęsłam się jak osika, że ja tego nie odchorowałam to jestem w siódmym niebie. Po pół godzinnym marznięciu zadecydowałam, żeby przenieść się do jakiejś knajpy, i tam dokończyć. I o Eureko, mam całe 2 ładne zdjęcia z kawiarni. Akurat na półkę na regał. Kamerzysta z kolei zrobił nam taki film, że stwierdziliśmy że jak będziemy mieli ciężkie dni to wtedy będziemy go oglądać. Oglądacie kabarety? Mniej więcej coś takiego nam oddał. Ogółem jak to zazwyczaj bywa nasz piękny dzień był piękny tylko dlatego, że byliśmy wtedy razem. Reszta była niedorzeczna.






W przeciwieństwie do naszego ślubu na komunii córki fotografem byłam ja. I to jedyne wydarzenie w tym roku które wyszło jak należy, i moja córka była zadowolona. A ja przy okazji zrobiłam kolejny reportaż, który mam zamiar wykorzystać w najbliższej przyszłości.



W czerwcu tego roku, kiedy było po wszystkim (po ślubie, po komunii,po wizytach u lekarzy)mogłam w końcu odsapnąć, i doszłam do wniosku, że bloga nie usunę - wrócę kiedy przyjdzie na to pora.
Zrobiłam kilka planów na przyszły rok, i zamierzam się trzymać nich, ale nie jak poprzednim razem, bo życie pisze różne scenariusze. Ja przez ten ostatni czas zmieniłam spojrzenie na pewne sprawy, osoby, rzeczy. Zmieniłam nastawienie do pewnych sytuacji na które nie mamy wpływu. Nie straciłam przy tym jednak swojego optymizmu i pogody ducha, lecz spojrzałam bardziej realnie na wszystko.
Dziś jest połowa listopada. Na świecie jest już moja kruszyna - cała i zdrowa. Kończy właśnie 2 miesiące. A ja czuję się najszczęśliwszą matką pod słońcem.
I najważniejsze, że i jedna i druga jest zdrowa.


Mam nadzieję, że Was nie zamęczyłam. Chciałam w skrócie napisać Wam co u mnie słychać, napisać o cząstce tego co się u mnie działo. Na dniach pojawi się post z informacją o małym rozdaniu z okazji mojego powrotu.
Jeszcze raz wszystkich przepraszam za nieobecność i za nie wywiązanie się z obietnic. Postaram się wszystko nadrobić. I liczę na Waszą wyrozumiałość. I żeby ktoś nie pomyślał - ten post to broń Boże nie jest żadnym użalaniem się nad sobą, zwyczajnie chciałam Wam tylko napisać dlaczego mnie nie było.
Buziaki :*
                                                                            &&&
Jestem ciekawa co u Was, muszę pozaglądać znów na Wasze blogi.
Ania

12 komentarzy:

  1. No Anka masz szczęście że wróciłaś :) Teraz pójdzie z górki i z blogiem i z życiem codziennym bo przecież nie zawsze mamy pod górkę ;) Fajnie, że jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dotarłam do końca, faktycznie wiele zawirowań w Twoim prywatnym życiu:) Najważniejsze, że malutka zdrowa:) I wszystkiego najlepszego na "nowej" drodze życia:) Na moim ślubie syn też już będzie z obrączkami paradował, jakie to nie-polskie:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie jesteś;) I zostań już :) Buziaki dla Was :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałam, że wrócisz, czekałam na Ciebie, czasem myślałam gdzie się podziewasz ... ;)
    Gratuluję wszystkiego... męża, córki - no tą tez w końcu mam, ma 8 miesięcy ;)) Zdrówka dla Waszej ślicznej córeczki i dla WAs-zdrowia, bo to najważniejsze, miłości i jeszcze raz miłości <3

    Co do mikołajek, wiesz jak chcesz... to jestem chętna, mialam nawet pisać czy adres masz ten sam :P Jak coś daj znać :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak chcesz powtórkę z rozrywki to możemy się wymienić :D

      Usuń
  5. Dobrze, że wróciłaś :) Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AAA właśnie gratuluję również :P

      Usuń
  6. Nooo najważniejsze ze wszystko skończyło się happy endem!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zastanawiałam się, gdzie znikłaś, ale teraz wszystko rozumiem. Blogowanie to przyjemne hobby, ale jednak życie codzienne jest dużo ważniejsze. Super, że wszyscy jesteście zdrowi, to jest najważniejsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Olu, tak to prawda, że czasem to hobby trzeba zostawić w tyle, ale w pewnym momencie mi też brakło tego i postanowiłam że wrócę, tyle że nabroiłam trochu między czasie :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne