3/08/2017

&& Kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły, czas na buble &&

Jeśli ktoś spytałby się mnie o czym lubię najbardziej pisać, to odpowiedziałabym, że najchętniej wałkuję tematy gdzie raczej mogę się wypowiedzieć pozytywnie o danym lub danych produktach, aczkolwiek temat bubli i kosmetyków, które się nie sprawdziły jest równie pożądany co artykuł o ulubieńcach, tyle że bądź co bądź osobiście takich postów pisać nie lubię. Ale jak trzeba to trzeba. Dzisiaj będzie krótko, bo zaledwie cztery pozycje znalazły się na owianej złą sławą liście, chociaż zastanawiałam się nad jeszcze dwoma, jednakże postanowiła  dać im drugą szansę. Tak więc Ava Laboratorium z witaminą C i owiane sławą serum do rzęs Revitalash jeszcze poczekają na werdykt.



Hiszpańska Avena, która znalazła się w grudniowej Liferii, zapowiadała się obiecująco, w składzie bowiem znalazł się kolagen oraz ekstrakt ze śluzu ślimaka, tyle że znajdowały się one bliżej końca składu, co niestety większości się nie podobało. Mnie osobiście to nie zraziło zwłaszcza, że krem przeznaczony był do ciała lub dłoni. Miał działać regenerująco i wygładzająco na skórę. Jako osoba lubująca wszelkiego rodzaju masła/balsamy/kremy z zapałem zabrałam się za testy. I już przy pierwszym kontakcie mój zapał uległ zmniejszeniu, a wręcz mój stosunek nieco się ochłodził wobec niego. Wierzcie mi ale śmierdział niemiłosiernie. Powiem tak - lubię i zwracam na to uwagę, jak kosmetyki ładnie pachną, i nie ma nic gorszego niż wysmarować ciało czymś co potem jeszcze długo wierci nas w nosie, a w przypadku tego kremu tak było. Gdybym miała Wam przybliżyć ten zapach, porównałabym go do płynu do szyb, pomieszanego ze sfermentowaną śmietaną. Ohyda. Próbowałam więc używać go do dłoni, ale i tu nie dałam rady. Konsystencja na plus, jest nieco śliski i ładnie się rozprowadzał na skórze, aczkolwiek dość długo się wchłaniał i pozostawiał nieprzyjemny, lepki filtr na skórze. Czy zregenerował i wygładził? Nie zauważyłam, zastosowałam go kilka razy w tym dwa na ciało, nie mogę więc się tutaj wypowiedzieć. Wiem natomiast, że smród do dziś pamiętam, a Avena od dawna leży w śmietniku. Jestem na nie.



Sławny nawilżający tonik-mgiełka Vianek to kolejny produkt, który u mnie nie wywołał zachwytów. Z Vianka jak na razie polubiłam się z maską 2w1 i kremem do rąk. Tonik był kolejną pozycją do której z chęcią wyciągnęłam rękę w sklepie. Sposób aplikowania, poręczna butelka i właściwości nawilżające, a także naturalny skład stawiały go naprawdę w dobrym świetle. Początki więc zapowiadały się bardzo obiecująco. Niestety po dwóch tygodniach pojawiły się problemy, na twarzy zaczęły się pojawiać nieprzyjazne wypryski, a skóra w niektórych miejscach wcale nawilżona nie była. Zaznaczę tu, iż do pielęgnacji jako nowy produkt wprowadziłam wtedy tylko ten tonik, od razu więc wiedziałam kto jest winowajcą i nie pomyliłam się, wystarczyło że go odstawiłam i wszystko wróciło do normy.
Pomimo więc zawartości w składzie mocznika, który wręcz zapobiega utracie wody, a także panthenolu czy oleju z kiełków pszenicy znanych z właściwości nawilżających, tonik nie zadziałał u mnie tak jak powinien. Zużyłam go do końca...na włosy - im akurat nie zaszkodził :) Do niego nie wrócę, ale dam szansę kolejnemu - tym razem w wersji kojącej, która znalazła się w lutowej edycji BeG.



Bielenda to jedna z tych marek, która u mnie pojawia się i znika. Wśród całego asortymentu znajdą się te produkty do których pałam nie lada sentymentem, ale i te których wręcz nie znoszę jak np. nawilżający krem z algami, czy uszlachetniony olejek arganowy do twarzy który znalazł się dziś w bublach. Gagatek o którym dziś mowa miał nawilżać, nadawać skórze jędrność, a także poprawiać elastyczność dzięki zawartości kwasu hialuronowego w składzie. Prócz tego zawierał kwasy Omega 3-6 oraz mieszankę w postaci olejów z czarnej porzeczki i makadamia. I wszystko byłoby fajnie, gdyby po pierwsze miał inny zapach, po drugie nie pozostawiał na skórze nieprzyjemnego filtru, po trzecie nie zapychał. Niestety nie nadawał się na dzień - pomimo lekkiej konsystencji podkład lubił się na nim ważyć. Zużyć zużyłam, jak widać na zdjęciach, ale...jak w przypadku toniku na włosy. Więcej nie wrócę do niego. Dla równowagi jutro pojawi się post w którym znajdą się z kolei dwa lubiane przeze mnie produkty Bielendy :)



Zestaw Fruity Orange & Satsuma w którego skład wchodziły masło i peeling do ciała dostałam w paczce mikołajowej od Teresy z bloga KOLOROWY ŚWIAT TERII . I jak peeling okazał się świetny, tak masełko pozostawia wiele do życzenia. Nie powiem zapach jest piękny, czuć w nim intensywny aromat pomarańczy, który jeszcze długo zostaje na skórze. Kolor również przykuwa uwagę - lekko pomarańczowy, a nie biały czy kremowy jaki zazwyczaj bywa w masłach czy kremach do ciała. Konsystencja, hmm - wodnista i lepka, lekko żelowa. I właśnie ona pogrążyła go całkowicie. Dodatkowo po nałożeniu go na ciało, długo się wchłania i niestety pozostawia na skórze tak lepką warstwę, że aż nie przyjemnie jest się ubierać potem. Zużyłam go do końca, tylko dlatego że miał przyjemny zapach i było go mało, ale wrócić do niego bym nie chciała. W przeciwieństwie do peelingu, który z chęcią kupiłabym w większym opakowaniu.



Jak same widzicie dużo na szczęście tego nie ma. Chociaż kto wie, może kolejna lista bubli będzie większa? Wiem, że większość z Was polubiła się z tonikiem Vianek, ja liczę że polubię się z wersją kojącą.
Znacie te produkty? Lubicie? A może jak ja nie przepadacie za nimi?

A na koniec trochę przyjemności, a więc z okazji Dnia Kobiet życzę Wam wszystkiego co najlepsze i mam nadzieję, że Wasi mężczyźni dziś staną na wysokości zadania i poczujecie się jak najcudowniejszy Skarb:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne