3/03/2017

&& wykończeni i zużyci #1 &&

Hej :)
Dawno, dawno temu, bo jeszcze z początkiem powstania bloga, prowadziłam stały projekt zwany denkiem. Oczywiście każda z Was wie o co chodzi, więc tłumaczenie jest zbędne. Po kilku takich zdenkowanych postach, doszłam do wniosku, że jednak nie ma to sensu. Jednak jakiś czas temu, stwierdziłam, że mam jakieś zboczenie, bo gdy widzę na blogach, które obserwuję post z denkiem, od razu zaglądam zobaczyć co zostało zużyte, co jest chwalone, a co okazało się nie wypałem. I postanowiłam w tym roku wrócić do denek. Tyle, że nie będzie to comiesięczny wywód nad pustakami, a pojawiać się będą raz na dwa miesiące. Dziś więc zapraszam Was do przeglądu styczeń-luty, a jutro milsza część, bo w końcu podsumuję miniony luty.



To tylko na pierwszy rzut wygląda jakby było nie wiadomo ile tego (chociaż chyba jednak jest tego sporo) :) Pustaki podzieliłam na kategorię, żeby było szybciej i łatwiej opisać. I niestety nie ma tu wszystkiego, bo decyzja o denku podjęta została mniej więcej w połowie stycznia:)

WŁOSY




- KALLOS maska z algami. NIE,NIE i raz jeszcze NIE. Na szczęście miałam małe opakowanie, które kupiłam do stosowania do metody OMO. Nie zużyłam jej całej - śmierdzi niemiłosiernie. Włosy po niej to był jeden zlepek. Nie wiem kiedyś kupowałam te maski i je chwaliłam, od jakiegoś czasu jednak mam wrażenie, że się popsuły. Tej z algami nie kupię powtórnie.
- GREEN PHARMACY olejek łopianowy z czerwoną papryką. Do wyboru są cztery, ja zawsze kupuję ten z papryką, produkt mi znany i używany od bardzo długiego czasu. Przy dłuższym stosowaniu daje naprawdę niezłe efekty. Pisałam o nim bardzo dawno temu < tutaj >
- L'OREAL ELSEVE magiczna moc olejków, dwufazowy eliksir. Bardzo przyjemny spray, który w ostatnim czasie ujarzmił moje zniszczone (znowu) włosy. Nie obciążał ich, nie zlepiał, ułatwiał rozczesanie i nadawał im lekkiego blasku. Dodatkowo ma ładny zapach. Fajny, godny wypróbowania produkt. Postaram się o nim napisać osobny post.
- MATRIX SO LONG DAMAGE szampon i odżywka odbudowująca strukturę włosa. Linia ta została przeznaczona zwłaszcza do włosów zniszczonych, suchych i łamliwych. Dzięki zawartości w składzie ceramidów, wspomaga walkę z problemem łamliwości, a aminosilikony wypełniają ubytki i wygładzają strukturę włosa. Działają wygładzająco, aczkolwiek nie zauważyłam obciążenia włosów. Do obu produktów powrócę jeszcze w osobnym poście. Pewne jest natomiast, że do produktów Matrix powrócę jeszcze nie raz. Moje włosy bardzo się z nimi lubią.
- GLISSKUR ULTIMATE COLOR spray do włosów farbowanych i z pasemkami. Wiem, że wśród Was są przeciwniczki tego typu sprayów, ja jednak sięgam po nie kiedy znów mam etap  znęcania się nad włosami :) dają mi poczucie wygładzenia. Tą z Glisskura już nie raz się ratowałam i bardzo lubię ich produkty. Ułatwia rozczesywanie, nadaje blasku i niestety lubi przetłuszczać włosy.
- L'OREAL PREFERENCE A3 6.35 HAVANE i LONDA 45 czerwień granatu. Tak niestety, wpierw miałam dość mojego spłukanego rudego pomarańczu, więc zachciało mi się przygasić ten płomień nieco stonowanym bursztynem z preference, wyszedł dość ładnie, ale po jakiś trzech myciach spłukał się całkiem, chwyciłam więc w Rossku po Londę - sprawdzoną czerwień granatu i na głowie zapanował czerwony chaos :) Obie farby lubię, z Loreala uwielbiam 7.4 zwłaszcza czyli mango, ale tym razem chciałam nieco przyciemnić rudości i stonować.

TWARZ PIELĘGNACJA



- BIELENDA ARGAN FACE OIL uszlachetniony olejek arganowy z kwasem hialuronowym. Z Bielendą u mnie jest tak - albo coś bardzo lubię, albo nienawidzę całym sercem. W przypadku tego olejku niestety zostaje przy opcji drugiej. Podejść miałam do niego kilka, i za każdym razem było tylko gorzej. W końcu zużyłam go na końcówki włosów. Nie przedłużając - o nim jeszcze będzie w tym miesiącu, gdyż znalazł się na mojej czarnej liście z nie ulubieńcami ostatnich tygodni.
- BEORGANIC mleczko do demakijażu z jagodami goji i acai. To z kolei mój ulubieniec, który został nim do końca. Mogłyście o nim przeczytać tutaj . Ładnie domywał makijaż, nawilżał i łagodził podrażnienia. Chętnie do niego jeszcze wrócę.
- RAU COSMETICS COLLAGEN & HIALURON i RAU BETA GLUCAN MOISTUIRIZING EYE PADS maska w płachcie z kolagenem i kwasem hialuronowym oraz płatki pod oczy nawilżające. Na produkty Rau Cosmetics poświęcę osobny wpis, a przy okazji będę miała dla Was wtedy niespodziankę. Jest to niemiecka produkcja oparta o naturalne składniki. Dla mnie nowość, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Płatki rzeczywiście mają działanie nawilżające, natomiast maska w płachcie pozostawiła skórę miękką i przyjemną w dotyku.
- L'OREAL CZYSTA GLINKA maska detoksykująca i nadająca blasku. Saszetkę znalazłam w BeG w lutowej edycji. Przyjemna, fajna maseczka, która odżywiła nieco skórę, zastanawiam się nad zakupem normalnej pojemności, gdyż kupiłam różową i z niej jestem bardzo zadowolona.
- VIANEK tonik-mgiełka nawilżająca. Nie wiem czy trafiłam, na jakieś trefne opakowanie, bo zewsząd czytam same pozytywne opinie o niej, u mnie niestety nie spełniła oczekiwań jakie wobec niej miałam. Po pierwsze mdlący zapach od razu mnie zniechęcił, po drugie nie zauważyłam szczególnie efektu nawilżenia, nawet śmiem twierdzić, że nic nie zauważyłam. Rozczarowanie?
- SEPHORA globalny krem przeciwstarzeniowy do oczu i ust. Produkt do którego mam zamiar wrócić, i to chyba szybko. Co prawda przeznaczony jest również do pielęgnacji okolicy ust, aczkolwiek ja go stosowałam tylko pod oczy. Treściwy, gęsty i mocno nawilżający. Okazał się idealny na noc.

KOLORÓWKA



- WIBO GLAMOUR SHIMMER. Rozświetlający bronzer do twarzy. Był dość przyjemny, chociaż jak dla mnie miał za dużo drobinek. Tego typu produkty wolę jednak gdy są matowe.
- KOBO korektory do konturowania twarzy. W sumie to jeszcze ich nie zużyłam, ale mają już trochę miesięcy i zaczęły się jakby kluszczyć, poza tym moja córka postanowiła sobie go pożyczyć na zajęcia plastyczne więc stracił fason. Ale ogólnie ten zestaw był bardzo przyjemny w obsłudze, aczkolwiek odkąd nastała moda na strobing odłożyłam go na bok i rzadko po niego sięgałam. Korektory są dość mocne, mają kremową konsystencję, dobrze się z nimi pracowało.
- PAESE kamuflaż. Przeterminowany badziew, który dostałam w sławetnym boxie o którym pisałam Wam tutaj . Rzadko po niego sięgałam, bo po przygodach z boxem mam uraz do marki Paese.
- EVELINE & WIBO tusze do rzęs. Tusz z Eveline Mega Size Lashes jakoś nie szczególnie przypadł mi do gustu. Sklejał rzęsy, kluszczył się i miał niby obiecującą szczoteczkę, która niestety sklejała rzęsy. Natomiast do Wibo Growing Lashes często wracam. Niby kosztuje groszowe pieniądze, ale naprawdę daje niezłe efekty. Ładnie rozdziela, wydłuża i pogrubia rzęsy. Jeszcze mnie nie zawiódł nigdy, a zużyłam w sumie kilka opakowań.
- LOVELY BROWS GEL CREATOR. Dość fajny wynalazek, dzięki małej szczoteczce przypominającej tą od zwykłej mascary dobrze się aplikowało go na brwi. Ma przyjemną konsystencję, szybko zasycha i nie rozmazuje się, ani nie kruszy.
- BOURJOIS ROUGE EDITION VELVET MATTE płynna pomadka matująca do ust. Była fajna przez kilka tygodni, potem nie wiedzieć czemu miałam wrażenie, że zaczęła przesuszać usta. Za to nadrabiała kolorem - pięknym amarantowym odcieniem. Niestety przeterminowała mi się.
- INVEO serum do rzęs. Powinno się znaleźć w pielęgnacyjnej części twarzy, ale z rozbiegu zapomniałam dołączyć go do zdjęcia więc jest w kolorówce. Polubiłam to serum. Obecnie używam sławetną RevitaLash i niestety mam wrażenie, że po niej nie ma żadnych efektów w przeciwieństwie do jej tańszej koleżanki Inveo. Po jakiś 6 tygodniach od rozpoczęcia widać było ogromny postęp. Wrócę zapewne do niej jeszcze.

CIAŁO PIELĘGNACJA



- NIVEA DEO INVISIBLE . Anty-perspirant który jest stałym elementem w mojej pielęgnacji. A zwłaszcza ten ze zdjęcia. Nie zostawia brzydkich plam na ubraniach, dobrze wchłania pot. I póki co, a stosuję od bardzo długiego czasu nie zawiódł mnie jeszcze.
- ORGANIC SHOP peeling cukrowy. Uwielbiam, pisałam o nich tutaj .Kupuję ogromne ilości tych peelingów i nie zamierzam przestać, bo obecnie w tej cenie chyba są najlepsze na rynku. Piękny zapach, doskonałe właściwości i dobry skład. Nie mam im nic do zarzucenia.
- NSPA BODY BUTTER malinowe masełko do ciała. To jeszcze wynalazek przywieziony z Anglii, o którym zapomniałam całkiem. Bardzo przyjemne masło, o pięknym malinowym zapachu. Pozostawiało przyjemną w dotyku skórę.
- AVENA krem do ciała i rąk. Niewypał z grudniowej Liferii (zawartość opisywałam tutaj ) miałam jakieś nadzieje wobec tego kremu, pomimo mało zadowalającego składu, aczkolwiek skończyło się tylko na nadziei. Krem okrutnie śmierdzi. Pozostawia lepką powłokę na ciele i niestety jak dla mnie jest nie do użytku. Użyłam z dwa razy, i nawet na dłonie nie mam zamiaru go aplikować.

KĄPIEL & PRYSZNIC



- ISANA płyn do kąpieli. Do produktów Iany wracam często, zwłaszcza tych przeznaczonych do kąpieli i pod prysznic. W ostatnim czasie otulałam się w kąpieli kremowym płynem z olejkiem migdałowym. Płyn ma fajny zapach i ładnie się pieni.
- FORGOTTEN FLOWERS żel do mycia rąk. Żel kupiłam w Lidlu za jakieś 3 zł. Ma śliczną butelkę i zauroczył mnie zapachem. Były jeszcze do wyboru dwa inne, ale ten pomarańczowy zrobił na mnie największe wrażenie.
- FLORIS BOCHNERIS sól bocheńska. Zużyłam w sumie trzy opakowania - stracciatellę, kokos i pomarańczę i poproszę o więcej. O solach możecie przeczytać tutaj .

DŁONIE & PAZNOKCIE



- BEBEAUTY zmywacz do paznokci z Biedry. Delikatna formuła do zmywania lakierów, i rzeczywiście radził sobie całkiem nieźle nawet z tymi ciemnymi odcieniami. Jest wygodny dzięki pompce i tani.
- P2 serum do dłoni i paznokci. Jeden z ulubieńców o którym pisałam już w listopadzie, doczekał się swojego końca. Chętnie jeszcze go zakupię o ile gdzieś znajdę. Wiem, że produkty P2 ma w sprzedaży drogeria Hebe, ale niestety tego serum nie mają. Ma przyjemny zapach, i rewelacyjne właściwości.
- OEPAROL krem do rąk. Idealny krem na okres zimowy. Ładnie nawilża, działa regenerująco i odżywczo na dłonie. Więcej o nim przeczytacie tutaj .

PERFUMY



- DKNY WOMEN SUMMER . Dostałam je od męża jakiś czas temu i sięgałam po nie na zmianę z CK One, aż nastał dla nich the end. Nie będę Wam rozpisywać poszczególnych nut zapachowych, napomknę tylko że podstawową jest wyczuwalny tutaj kaszmir, bursztyn i piżmo. Idealna okazała się na co dzień.

Tyle, albo aż tyle. Myślałam, powiem szczerze, że mniej tego będzie do opisania :)Jeśli wytrzymałyście do końca bije Wam brawo :)
Jutro za to zapraszam Was na nieco przyjemniejszy w czytaniu post z podsumowaniem lutego.
I przypominam jeszcze o rozdaniu z okazji Dnia Kobiet w którym możecie wygrać nowość marki Semilac - SemilacSPA > LINK



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne