4/19/2017

&& Galifornijska przygoda z Benefit Cosmetics &&

Rozwiane włosy, wplecione do nich świeżo zebrane kwiaty. Duże okulary przeciwsłoneczne, kolorowy, a wręcz pstrokaty strój i dobry humor. Mkniemy kabrioletem przez drogę, obok wybrzeża zachodniego USA, wiatr od strony Oceanu Spokojnego, niespokojnie rozwiewa nam włosy, od czasu do czasu porywając pączek z tropikalnego wianka. Słońce smaga odkryte ramiona. Z radia rozbrzmiewa ironiczno-wesoła pieśń Alberta Hammonda It Never Rains In Southern California....
Kalifornia...jeden ze stanów USA, na trzecim miejscu pod względem ludności, ale też i bogactwa. I właśnie tym blaskiem złota wymieszanego z niecodziennym kolorowym stylem surferki z lat 70 zainspirowała się amerykańska marka Benefit Cosmetics, wypuszczając w tym roku na rynek róż o przeinaczonej nazwie Galifornia.
Czy jednak ma szanse stać się hitem tego roku? A może obłędnie piękne i kuszące opakowanie to tylko powierzchowne piękno, które nie ma nic do zaoferowania? Przekonajcie się sami :)


Markę, trzeba zaznaczyć, iż wyróżnia wyszukany styl opakowań, a dodatkowo możliwość zakupienia miniatur, które zawsze można ze sobą zabrać. Osobiście jestem ogromną fanką tego typu rozwiązań i często z tak owych korzystam. 
Nie mogło więc obejść się bez pięknego designu nowego różu. Zainspirowane hipisowskimi latami 70, odziane w kolorową surferkę z ogromnymi okularami sympatycznie kusi nas, aby wyciągnąć po nie rękę. Jak przystało na markę, róż został ulokowany w kwadratowym, nieco kanciastym opakowaniu, wykonanym z grubego i porządnego kartoniku. Po otwarciu wieczka wewnątrz znajdziemy jeszcze lustereczko i charakterystyczny lekko zaokrąglony pędzelek. Dodatkową przyjemnością podczas aplikacji różu jest zapach, utrzymany w słodko-orzeźwiających tonach wanilii pomieszanej z różowym grejpfrutem.
Cena 159,00zł/5.0g


Można by napisać, róż jak róż i na tym zakończyć, tyle że już sama cena zmusza, aby jednak w kilku zdaniach opisać galifornijskiego gagatka. Bo niestety z zimną krwią pomimo jego słonecznego blasku śmiem napisać, że nie jest wart swojej ceny. Choć na miano bubla nie zasłużył na szczęście. Kiedy dostałam go od mojego męża na dzień kobiet piałam z zachwytu nad nim, kilkukrotnie aplikowałam go na dłoń wychodząc z podziwu jakiż to on piękny jest, a ten zapach i ta złota poświata, ochy i achy, żal mi go było używać z tego wszystkiego, aż w końcu nastał dzień, kiedy to trafił na moje policzka. I się zaczęło.


Zanim zaczniemy go używać zdobi go pozłacany wzór tłoczonego słoneczka. Nie powiem wygląda to bardzo ładnie. Niestety już po pierwszej styczności z pędzlem złota poświata zaczyna znikać, a wraz z kolejną pozbywamy się jej całkowicie. W ostateczności "słoneczko" zostaje nam różowe. Kiedy aplikowałam go na skórę dłoni-palcem, żeby zobaczyć kolor, odcień wyglądał obłędnie. Schody zaczęły się wraz z aplikacją go pędzlem. Jedno muśnięcie na policzki to efekt praktycznie "bez efektu", drugie niemalże tak samo, dopiero przy trzecim widać jakiś rumieniec. Tyle, że przy trzecim razie mam wrażenie, że u mnie jest już zbyt intensywny, nachalny. A przy pierwszych dwóch nadal wydaje mi się być za blady. Tak więc pomimo wszystko najbezpieczniejszą, choć najmniej widoczną opcją  jest jedno-dwa muśnięcia, czyli uzyskanie niby rumieńca. Odcień różu to koralowo-brzoskwiniowy kolor, który nadaje skórze lekkiego słonecznego blasku delikatnie ją rozświetlając dzięki złotym drobinkom, jednak nie jest to typowe rozświetlenie, a bardziej subtelny efekt "glow", co zadowoli zapewne osoby, które nie lubią zbyt nachalnego błysku. Niestety róż dość szybko się ściera, więc nie mamy co liczyć na długotrwały efekt.
Jeśli chodzi o aplikację, najlepiej w jego przypadku sprawdził się u mnie załączony do opakowania pędzelek, którym rozcieranie go szło najlepiej i bezproblemowo. Niestety moje pędzle nie chcą z nim współpracować jak należy.


Cóż podsumowując go niestety nie czuję do niego wielkiej miłości. Kolor faktycznie jest piękny, idealny na wiosnę i okres letni, dodatkowo będzie rewelacyjnie współgrał z każdym typem urody. Zarówno blondynki, jak i brunetki, a także rudzielce powinny odnaleźć się w tym odcieniu.
Niestety jednak jego pigmentacja i trwałość pozostawiają wiele do życzenia, a za tą cenę miałabym dwa lub trzy inne, jak chociażby ulubiony z Bourjois, który towarzyszy mi od lat i nigdy nie zawiódł. Co najlepsze róże marki Benefit to powiedzmy ich popisowe produkty, mam w domu np. Dandelion w odcieniu jasnego różu i jestem nim zachwycona, mam puder brązujący Hoola, który również czasem używam jako róż i też mnie nie zawodzi, a tu jednak brakło mi efektu WOW. Nie oczekiwałam cudów, aczkolwiek patrząc na cenę i renomę marki wolałabym obdarzyć go jakimś uczuciem. Mój zachwyt nad nim skończył się bardzo szybko, i jak wniebogłosy nawijałam jaki to cudowny jest, tak muszę teraz pochylić głowę i przyznać się, że czuję się nim lekko rozczarowana, a moje zachwyty nad nim spowodowane były próbnymi aplikacjami na dłoń, co ma się nijak do rzeczywistości. Mój kalifornijski sen prysnął niczym bańka mydlana. Szkoda, bo widząc tego cudaka w Sephorze miałam ogromną chrapkę na niego, a tym samym pokładałam w nim jakieś nadzieje. Coś jednak mi w nim nie pasuje, niezbyt dobra pigmentacja, szybka ścieralność i problem z aplikacją nieco ostudziły moje zapały, a może jak na złość mam taki typ urody, że zwyczajnie nie pasujemy do siebie? Nie poddam się jednak tak łatwo i nadal będę z niego próbowała wycisnąć to co najlepsze. Może w końcu się uda.
Próbowałam zrobić zdjęcie jak prezentuje się na mojej twarzy, ale niestety nie udawało mi się to, miałam ciągle wrażenie, że go nie widać, a z kolei gdy aplikowałam go nieco więcej, żeby wydobyć kolor, nie podobał mi się efekt końcowy, dlatego wklejam Wam zdjęcie ręki, co mnie niezbyt satysfakcjonuje.

Macie Galifornie w swoich zasobach? Jesteście z niej zadowolone? A może tak samo jak ja nie do końca przypadliście sobie do gustu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne