4/07/2017

&& Waterdrop Sleeping Pack Lioele Cosmetic - nawilżająca maska na noc &&

Maski to jedne z moich ulubionych kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy. Mogą być w płachcie, mogą być w postaci kremu, jednakże nieco większą czułością darzę te, które się zmywa po wyznaczonym czasie, aniżeli te które należy pozostawić do całkowitego wchłonięcia. Wyjątek stanowią maski przeznaczone na noc. Te, które wykonują największą robotę kiedy śpimy, a nasza skóra ma czas odpocząć. Jakiś czas temu pisałam Wam o nawilżającej masce na noc marki Sephora , trafiła na moją listę kosmetyków po które sięgnę jeszcze nie raz. Wyczuwalne nawilżenie, odżywiona skóra i przywrócony blask, to były jej główne atuty. Jednakże nie byłabym sobą gdybym wciąż nie próbowała czegoś nowego. W grudniu podczas akcji mikołajkowych boxów, trafiła do mnie paczucha od Teri z bloga Kolorowy Świat Terii , w jej czeluściach znalazłam kilka perełek, o których mogłyście przeczytać w tym poście , a wśród nich między innymi odkryłam białe, niepozornie wyglądające opakowanie. Przed Wami Lioele - kosmetyk rodem z Azji, który okazał się idealnie idealny, i choć wspomniana maska z Sephory nadal jest na moim podium, tak Lioele lekko przytłumiła poprzedniczkę i pełna wdzięku zajęła miejsce pierwsze.


Nie często się zdarza, abym polubiła coś od pierwszego otwarcia. Chociaż w ostatnim czasie mam jakieś szczęście i trafiam na tak owe okazy. Tak jest też w przypadku tej maseczki. Tak po prostu, otwarłam ją, zaaplikowałam i...uległam jej całkowicie. Proste prawda? W sumie mogłabym już nic więcej o niej nie pisać, słowo idealna tu wystarczy całkowicie, ale wiem, że Wasza ciekawość jest równie wielka jak moja więc nie mogę Was tak zostawić.
Zacznę więc może od składu, który może nie powala, aczkolwiek nie jest źle przez zawarte w składzie ekstrakty roślinne. 

Skład:
Water, Butenglycol, Cycolpentasiloxane, Cycolohexasilicone, Glycerin, Portulac Oleracea Extract, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Sodium Chloride, Dimethicone Crosspolymer, Arnica Montana Flower Extract, Archillea Millefolium Extract, Gentiana Lutea Root Extract, Artemisia Asinthium Extract, Sodium Polystyrene Sulfonate, Sorghum Bicolor Stalk Juice, Hyaluronic Acid, CI 42090, Fragrance, Methylparaben, Propylparaben, Phenoxyethanol, Disodium EDTA

Zaraz po wodzie, która znalazła się na pierwszym miejscu znajdujemy glikol buletynowy. Jest to substancja o niskiej komedogenności, mająca na celu prawidłowe nawilżenie skóry, a także jej zmiękczenie i wygładzenie. Ułatwia również przenikanie innych substancji wgłąb skóry. Działa łagodząco. Nie jest więc źle, choć może przyczynić się do zapchania. Kolejne dwie pozycje to silikony lotne (Cycolpentasiloxane, Cycolohexasilicone), a więc dość lekkie substancje mające na celu wygładzić i zapobiec nadmiernej utracie wody ze skóry. Często oba są łączone w celu osiągnięcia lepszego efektu. Tworzą na skórze warstwę okluzyjną, jednakże jest to krótkotrwały efekt ze względu na ich lotność. Nie są komedogenne. Aczkolwiek dopuszczone są w produktach kosmetycznych w wyznaczonych normach, gdyż pierwszy z nich może spowodować podrażnienia, a także zmiany skórne u osób wrażliwych. Zaraz po glicerynie występuje ekstrakt z portulaka pospolitego (in.warzywnego-Portulac Oleracea Extract ) który działa tonizująco, antytoksycznie, a także wspomaga proces gojenia ran. Po nim kolejny silikon lekki (Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone) mający na celu utrzymać wilgoć w skórze, a także ją odżywić. Jest łatwy do usunięcia za pomocą wody. Kolejny to sodium chloride, który może kiedy jest go za dużo spowodować wysuszenie i podrażnienie. Po nim kolejny silikon Dimethicone Crosspolymer, tym razem jednak z tych ciężkich. Nieco bardziej komedogenny niż poprzednicy i niestety może spowodować nasilenie problemów z trądzikiem, zapychanie skóry, a także uczulić. Na szczęście znajduje się w takim miejscu w składzie, że jego stężenie nie jest już tak wysokie. Potem mamy już ekstrakty m.in. z arniki, krwawnika pospolitego, goryczki żółtej, bylicy itd. a na końcu, barwniki, konserwanty i substancje zapachowe.
Jak widać nie jest to świetny skład, rodem z natury, zaraz na początku są silikony, tak nie lubiane przez nas, a dopiero po nich zaczyna się przyjemniejsza część w postaci ekstraktów roślinnych. A jednak maska da się lubić, a za co już Wam piszę.


Opakowanie maski jak widać jest bardzo minimalistyczne. Biały kartonik, na nim napis w kolorze czarnym i jedna niebieska kropelka. Dokładnie tak samo wygląda tuba o pojemności 120 ml, która zamykana jest na "klik". Przyjemne w odbiorze, schludne i zwyczajnie ładne.
Wewnątrz znajdziemy maskę w kolorze...błękitu. Jasny, niebieski kolor jest lekko "matowy" i pierwsze co przywodzi na myśl to wodę. Przyznam szczerze, że byłam nieco zaskoczona tym kolorem, lecz zupełnie mi to oczywiście nie przeszkadzało. Zapach maseczki jest bardzo przyjemny, dość delikatny i świeży. Konsystencja jest śliska, lekko żelowa i bardzo dobrze prowadzi się po skórze, zarówno palcami jak i pędzelkiem. Co ciekawe, maska po zaaplikowaniu na skórę zmienia się po chwili w kropelki wody, a następnie kropelki te wchłaniają się w skórę, nie pozostawiając przy tym lepkiej warstwy, a więc spokojnie możemy położyć się spać, nie martwiąc się o plamy na poduszce. Jej zadaniem jest dogłębnie nawilżać, pielęgnować, a także koić skórę. Polecana do każdego typu cery, z naciskiem na suchą, przemęczoną i szarą.
Producent zaleca nałożyć niewielką warstwę i wpierw ją lekko wmasować w skórę, wykonując przy tym masaż. Pozostawić na noc. Maska się bardzo dobrze wchłania, a więc nie ma potrzeby zmywać jej rano.


Podsumowując maseczka stała się moją ulubienicą. Już po pierwszym razie moja skóra stała się przyjemna w dotyku, natomiast rano wyczuwalne jest nawilżenie. Twarz nabrała blasku i stała się lekko rozświetlona po kilku aplikacjach. Ogromnym plusem dla mnie jest jej konsystencja. W przypadku wspominanej na wstępie maski Sephory, trzeba było odczekać około 10 minut, aby choć trochę się wchłonęła i niestety tworzyła na twarzy lepki film przez dłuższy moment, w przypadku Lioele nic takiego nie występuje. Maska praktycznie natychmiast się wchłania, a warstwa na skórze pozostaje lekko śliska. Wiem, że skład nie należy do idealnych, jednakże i tak nie jest źle. Używam jej od kilku tygodni, ani razu mnie nie zapchała, nie wywołała alergii, ani nie podrażniła. Na moją suchą skórę działa wręcz jak opatrunek. Jednym słowem ideał.
Obawiam się jednak, że przy cerze bardzo problematycznej idealna nie będzie. Przez zawartośc silikonów, może (ale nie musi) działać zapychająco i nasilać problem z cerą.
Maskę dostaniecie np. w drogerii internetowej mintishop
Cena ok.55 zł/120 ml


Mam w planach jeszcze jedną nocną maskę przetestować i sprawdzić, która wypadnie najlepiej, jednakże póki co Lioele staje się moim hitem, numerem jeden, a to dzięki Terii :) Dziękuję :*
Znacie tę maseczkę? Lubicie? A może macie jakieś godne polecenia maseczki nawilżające na noc?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne