5/11/2017

&& Lily Lolo French Flirt, kremowa szminka do ust &&

Czerwień, to najgorętszy z wszystkich możliwych barw kolor. Kolor miłości, namiętności i szczęścia. Nieco wyzywający odcień, krzykliwy, który jednak przy pomocy wybranych kolorów daje się trochu stonować. Noszony solo, lub w postaci dodatków, potrafi pięknie ożywić strój. W makijażu z kolei może stanowić dopełnienie dziennego make-upu, lub stać się wisienką na torcie na imprezowy wieczór. A Wy lubicie kolor czerwony? Ja uwielbiam, choć rozpaczam teraz straszliwie, bo niestety odkąd moje włosy nabrały jasnych kolorów w czerwieniach nie czuję się za dobrze i coraz częściej po głowie chodzi mi powrót do ciemniejszych kosmyków. W każdym bądź razie pozostając w temacie czerwieni, jakiś czas temu trafiła w moje ręce piękna, nawilżająca pomadka Lily Lolo o wdzięcznej nazwie French Flirt, i choć nasz flirt na początku był dość burzliwy, tak koniec końców skończyło się na namiętnym romansie. Jesteście ciekawi tej miłosnej historii? Zapraszam więc dalej.


Historia ta zaczęła się wręcz prozaicznie. Znalazłam ją w pudełku, gdzie leżała obok kremu BB, podkładu i nastroszonego kabuki. Marka Costasy postanowiła obdarować mnie tym pudełkiem w ramach współpracy. O kremie BB, który okazał się idealny i o duecie - podkład Lily Lolo z pędzlem kabuki było w poprzednich postach, a koleżanka pomadka wciąż czekała na swój dzień. Początki miałyśmy ciężkie, po długotrwałym używaniu matowych pomadek i jakby nie było przyzwyczajeniu się do nich, przeskoczyć nagle na normalną, mającą połysk pomadkę było nie lada wyzwaniem dla mnie. A jednak fascynowała mnie, kusiła...I tak oto rozpoczął się mój romans z nią.


Zapakowana w charakterystyczny dla marki, utrzymany w minimalistycznym tonie biało-czarny kartonik, na którym znajdziemy najważniejsze, podstawowe informacje, wręcz krzyczała o rozpakowanie. Wewnątrz znajdowało się z kolei klasyczne opakowanie pomadki. W tym wszystkim ujęła mnie prostotą i...kolorem.
W ofercie marki znajduje się łącznie 13 odcieni naturalnych szminek, podzielonych na trzy grupy kolorystyczne , są te w tonacji brzoskwiniowej, różowej i oczywiście czerwonej. Nie ma więc problemu z dobraniem odpowiedniego koloru do odcienia skóry czy włosów. Zarówno blondynki, jak i rude czy brunetki znajdą tu coś dla siebie. Moja French Flirt była wybierana kiedy jeszcze miałam ciemniejsze włosy, więc wydała się idealna. Każda z dostępnych pomadek posiada wagę 4 gram, a jej koszt to 54.90 zł. Wiem, wiem z początku można by pomyśleć, że cena jest zbyt wygórowana, ale czy na pewno? Patrząc na skład i właściwości sądzę, że jednak jest warta swojej ceny.


TRUDNE POCZĄTKI...
Jak wspomniałam wyżej początki nie należały do łatwych. Różnica w konsystencji, przyzwyczajenie do matów, na początku sprawiły, że czułam do niej niechęć. Z kolei świadomość, że pomadka ta jest na bazie naturalnych składników, jak i fakt, że będzie pielęgnować usta spowodowały, że w końcu sięgnęłam po nią ten pierwszy raz, potem drugi, trzeci...i tak zostało do dziś.
Naturalne szminki Lily Lolo mają kremową, lekką konsystencję, która bardzo dobrze nawilża i odżywia usta. W każdej z nich znajdziemy witaminę E oraz ekstrakt z rozmarynu. Jak obiecuje producent wszystkie pomadki mają nadać ustom naturalny, piękny połysk.


FRANCUSKI FLIRT
Odcień French Flirt to jedna z czterech propozycji marki z grupy pomadek w tonach czerwonych. Jest to ciepły, nieco stonowany kolor, niezbyt krzykliwy, ale dość wyraźny. Z pewnością pasjonatki tego koloru będą nim zachwycone. Pigmentację szminki śmiało można ocenić na najwyższą notę, wystarczy praktycznie jedna warstwa, aby nadać ustom odpowiedniego koloru. Pomadka łatwo daje się prowadzić, nie tworząc przy tym plam czy smug. Ładnie "rozchodzi" się na ustach. Nie mogę się również przyczepić do trwałości, która w jej przypadku pomimo lekkiej formuły wynosi około 3 godzin. Pomadka w bardzo fajny, równomierny sposób ściera się z ust, co przez cały czas daje bardzo naturalny efekt. Oczywiście pozostawia ślady na filiżance czy kubku, czy nieco szybciej znika z warg, kiedy np.jemy, jednakże i tak zasługuje tutaj na pochwałę.

Skład:
RICINUS COMMUNIS SEED OIL, MICA, SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, CANDELILLA CERA, LANOLIN, ISOAMYL LAURATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CERA ALBA, COPERNICIA CERIFERA CERA, MALTODEXTRIN, TOCOPHEROL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, ASCORBYL PALMITATE, ROSMARINUS OFFICINALIS LEAF EXTRACT, TIN OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 75470 (CARMINE), CI 77742 (MANGANESE VIOLET)]


Podsumowując nie mogę napisać więc złego słowa. Zarówno pigmentacja jak i trwałość są tu na najwyższym poziomie. Dodatkowo wyróżnia ją też naturalny skład. Ponadto prócz walorów wizualnych, pomadka w doskonały sposób pielęgnuje usta. Z kolei dzięki nieco stonowanemu tonowi nadaje się zarówno do makijażu dziennego jak i wieczorowego. Czy jest więc warta swojej ceny? Z pełną premedytacją twierdzę, że tak. A ja mam ochotę na kolejną.
Wszystkie produkty marki Costasy dostępne są na oficjalnej stronie polskiego dystrybutora - www.costasy.pl .

I jak Wam się podoba taka pomadka 2w1? Wolicie połysk czy mat? A może posiadacie jakiś odcień? Koniecznie dajcie znać :)

Buziaki :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne