5/16/2017

&& Vitamin Energy C+D pro, czyli witaminowa bomba od Lirene &&

Jakiś czas temu w moje czeluście zasobów kosmetycznych dołączyła bomba witaminowa marki Lirene. Oczywiście niewiele myśląc, pomimo otwartych innych produktów, zaciekawiona ich wyglądem zabrałam się testowanie ich. Kusiły pomarańczowymi opakowaniami i zawartością witaminy C i D, które jak wiadomo znane są ze swoich dobroczynnych właściwości. Ale czy piękny wygląd zewnętrzny szedł w parze z dobrym działaniem? I czy są godne polecenia? Tego dowiecie się dzisiaj. Przed Wami nowość na rynku  C+Dpro Vitamin Energy Lirene.


GRASZ W POMARAŃCZ?
Od producenta: "Skóra po 30. roku życia wymaga wsparcia energetycznego aby skutecznie walczyć z czynnikami wywołującymi procesy starzenia. Lirene C+ Dpro Vitamin Energy to nowoczesna linia kosmetyków stworzona przez Ekspertki Laboratorium Naukowego Lirene. Dzięki potrójnemu kompleksowi witamin C + Dpro + E, działa odmładzająco i wzmacniająco, skutecznie chroniąc DNA komórek i walcząc z pierwszymi oznakami starzenia."

Cała seria utrzymana jest w pomarańczowych kolorach z domieszką białego i perłowego odcienia. Znajdziemy w niej dwa kremy: odżywczy, głęboko nawilżający na dzień i na noc, nawilżający żel-krem rozświetlający również przeznaczony na dzień i na noc, skoncentrowane serum na noc i żel do mycia. Ceny produktów wahają się od ok.13zł za żel do ok.28zł za serum. Dostępne na ofcjalnej stronie producenta, lub w wybranych drogeriach stacjonarnych jak Rossman czy Hebe.


ŻEL MYJĄCO-ENERGETYZUJĄCY (każdy typ cery)
Na pierwszy odstrzał pójdzie więc żel. Został on zamknięty w wysokiej charakterystycznej dla marki, plastikowej butelce. Niestety nie ma dozownika, jest zamykany zatyczką na klik. I tu niestety pojawia się problem z wydobywaniem go - butelka jest wykonana z dość twardego tworzywa co wcale nie ułatwia aplikacji, dodatkowo myślę, że o wiele lepiej byłoby gdyby został zaopatrzony w pompkę, ominęłoby to całą zabawę z odwracaniem butelki.
Konsystencja żelu jest gęstawa, lekko klejąca o żółtawo-pomarańczowym zabarwieniu, wewnątrz którego znajdują się charakterystyczne dla całej serii mikrogranulki. Duży plus za jego zapach, który jest świeży, cytrusowy i działa naprawdę energetyzująco na zmysły. Stąd też częściej po niego sięgałam rano, aby odświeżyć nieco twarz.
Niestety pomijając jego walory wizualne do samego żelu muszę się przyczepić. I nie chodzi o odpowiednie domywanie, bo z tym radził sobie nieźle, ale patrząc na skład zamiast uśmiechu pojawiało się rozgoryczenie. Wysoko na drugim miejscu znalazł się SLS, i jak przy produktach do ciała nie mam nic do niego, tak przy produktach przeznaczonych do pielęgnacji twarzy już tak. Zaraz po SLS znajdziemy również kolejny środek, który uznawany jest za lekko drażniący - Cocamidopropyl Betaine, w kolejności jest Acrylates Copolymer i Triethanolamine. Ten ostatni dozwolony jest w kosmetykach w ograniczonych ilościach. Oczywiście nie brakuje również konserwantów, barwników i składników zapachowych.
Sam żel w sobie mnie osobiście nie podrażnił, ani nie wywołał u mnie alergii. Ale niestety przez zawarte w składzie mocne substancje myjące dość mocno zaczął przesuszać mi skórę. Ograniczyłam więc jego stosowanie do porannej higieny i to też nie codziennie, a na przemian z olejkiem. Żel po myciu pozostawia napiętą skórę twarzy, nie posiada właściwości nawilżających ani łagodzących. Należy raczej do tych mocniejszych produktów. Śmiem jednak twierdzić, że mógłby sobie fajnie radzić z cerą tłustą/mieszaną, o ile nie wywołał by dodatkowego zapychania lub podrażnienia. Dla cery suchej/wrażliwej niestety nie jest dobrym wyborem.


SKONCENTROWANE STIMUSERUM NA NOC (rozświetlenie i wygładzenie)
Kolejnym produktem jest serum przeznaczone na noc. Produkt, który od początku zaciekawił mnie najbardziej. Lubię sera do twarzy ogólnie i często po nie sięgam. Tu w jego przypadku dodatkowo kusiły zawarte w składzie stężenia witaminy C+D+E. W przeciwieństwie do żelu, serum dało się polubić nieco bardziej, chociaż i tutaj w składzie znajdziemy  niezbyt przychylne składniki.
Serum jak i kremy z tej serii zostało ulokowane dodatkowo w kartonik. Wewnątrz znajdujemy natomiast wykonaną z grubszego szkła butelkę z zatyczką. Dodatkowo zostało wyposażone w ułatwiającą aplikację pompkę. I wszystko byłoby fajne, gdyby nie fakt, że pompka ta ciężko chodzi, czasem się zacina i niestety odkręca. Musiało minąć pół opakowania, żeby zaczęła chodzić w miarę, bez zarzutu chociaż nadal jest coś nie tak bo czasem się odkręca. Być może trafiłam na jakieś trefne opakowanie, mam więc nadzieję, że u innych tak się nie dzieje.
Jeśli chodzi o listę składników ogromnym plusem jest zawarty na drugim miejscu zaraz po wodzie - Propanediol(humektant), jest to w 100% naturalna substancja nawilżająca pozyskiwana z ziaren kukurydzy. Nie zawiera w sobie konserwantów, ani pochodnych ropy naftowej. Zaraz po nim znajdujemy Alkohol Denat o działaniu ściągającym, przeciwbakteryjnym i wysuszającym. Miejsce czwarte zajmuje Triethanolamine, a więc znów wysoko w składzie. Po nim Carbomer (zagęszczacz), PPG -26 Buteth 26 i niestety PEG 40, który teoretycznie nie wywołuje podrażnień, ale wzmaga działanie uczulające innych składników. Praktycznie listę złych składników kończy Disodium EDTA. Potem już jest tylko lepiej. Listę kończą konserwanty, barwniki i substancje zapachowe.
Jak sami widzicie skład nie jest za wspaniały, jego początek prócz jednego naturalnego humektanta, wcale nie zadowala, a jednak serum dało się polubić. Ma lekko żelową, żółtawą konsystencję, w której znajdują się mikrogranulki z witaminą E, które wchłaniają się zaraz po rozprowadzeniu sera na skórze. Serum szybko się wchłania, pozostawiając na skórze delikatny, lekko klejący się filtr, który dość szybko znika. Po czym skóra nabiera gładkości. Oczywiście jak w przypadku żelu, ma przepiękny cytrusowy zapach. Przeznaczony do stosowania na noc, po uprzednim wsmarowaniu kremu pod oczy. Po nałożeniu serum można wsmarować krem.
Nie podrażnił mnie, nie wywołał alergii, ale kiedy za wysoko wyjechałam nim w okolice oczu niestety wywoływał łzawienie. Czasem również (lecz nie codziennie) powodował chwilowe, nieprzyjemne pieczeni, które nie wiem do dziś skąd wynikało.


ODŻYWCZY KREM GŁĘBOKO NAWILŻAJĄCY (cera sucha i wrażliwa)
Z całej trójki polubiłam go najbardziej. Krem został zamknięty w wykonanym z grubszego plastiku opakowaniu, zamykanym srebrną zakrętką. Konsystencja kremu jest lekka o delikatnie pomarańczowym zabarwieniu. Jak w przypadku pozostałych produktów z tej serii znajdziemy w nim mikrogranulki z witaminą E. Zapach jak w powyższych - lekko cytrusowy, orzeźwiający, naprawdę przyjemny. Krem przeznaczony jest zarówno na dzień jak i na noc. Idealnie sprawdza się jako baza pod makijaż. Szybko się wchłania i pozostawia przyjemną w dotyku skórę.
Skład po raz kolejny nie do końca jest zadowalający. Zaraz na początku występują emolienty zarówno suche jak i tłuste, jednakże nie są one szkodliwe, mogą być jedynie komedogenne (jak np. cetyl alkohol). Jest gliceryna na czwartym miejscu, są też składniki naturalnego pochodzenia jak chociażby hydrogenated olive, ale...no właśnie jest również duże ALE - w kremie znalazła się parafina. Jest nieco bardziej po środku, aniżeli na wstępie, ale jednak z przykrością stwierdzam jej obecność.
Krem stosowałam na dzień, gdyż jak wspomniałam wyżej idealnie sprawdził się jako wstęp do makijażu. Wygładza skórę, dodaje jej nieco blasku, a cytrusowy zapach działa pobudzająco. Krem szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiego filmu. W przeciwieństwie do serum nie wywołał ani łzawienia, ani pieczenia.


Podsumowując. Sam pomysł na serię bardzo mi się podoba. Obecność witaminy Duo C (hybrydowe łączenie dwóch form wit.C - aktywnej oraz stabilnej) a także witamin D-pro oraz E stawia te produkty w bardzo dobrym świetle. Faktem jest nieodwołalnym, że po miesiącu stosowania rzeczywiście, są widoczne efekty. Skóra nabrała blasku, gładkości i sprężystości. Twarz z kolei widocznego rozświetlenia, wygląda bardziej zdrowo. Przez cały ten okres żaden z powyższych produktów nie wywołał u mnie alergii, nie podrażnił mnie, nie zapchał skóry. Można by więc rzec, że seria jest udana. Ale medal ma dwie strony, i niestety analizując skład owych produktów tak wesoło już nie jest. Nie są to co prawda najgorsze pozycje aczkolwiek lepiej by było, gdyby ich w ogóle nie było na etykiecie.
Obecnie dobijam dna każdego z nich, i jak do żelu się sparzyłam tak z chęcią sięgnę po serum ponownie lub żel-krem, którego nie miałam okazji testować. Natomiast Was zapraszam na konkurs na stronę Fb, gdzie możecie zgarnąć powyższy zestaw i sami ocenić jak się sprawdza u Was :) Znajdą się jacyś chętni?>> Wygraj zestaw Lirene
Buziaki :* 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne