5/08/2017

&& Wykończeni i zużyci #2 &&

Obiecałam sobie, że co dwa miesiące będę publikowała posty z denkiem kosmetycznym, aczkolwiek powiem szczerze, że mam ochotę na dzisiejszym zakończyć tą zabawę. Niestety zużywa tego tyle, że kiedy przychodzi co do czego i pustakom trzeba zrobić zdjęcia, odechciewa mi się mojego postanowienia. Będzie tasiemiec ostrzegam na wstępie...po podsumowaniu kwietnia, czas więc na tych zużytych, wykoczonych, pustych... , jeśli dotrzymacie do końca będę Wam biła brawo :) A ja może jednak zmienię taktykę na comiesięczne wpisy, z nieco mniejszą jednak ilością. Co Wy na to?


WŁOSY
Tak to od nich zacznę, bo tutaj tego wyszło najwięcej, chociaż patrząc na twarzowe pustaki mogę się mylić. Moja odwieczna przygoda z kombinacjami kolorystycznymi stwierdzam, że trwa o wiele za długo. Koniec końców na starość zamiast siwej czupryny pozostanę łysa jak nie przestanę. Obiecuję więc sobie mocną poprawę i zakaz zbliżania się do półek z farbami :)


Szampony w tym miesiącu miały swoje pięć minut w osobnych postach. O bazyliowym szamponie z Elfa Pharm, mogliście poczytać kilka postów temu, natomiast serię Biovax opuncja i mango znajdziecie tutaj.  Jak z ostatnią pozycją się nie polubiłam, tak do bazyliowego szamponu mam ochotę wrócić, a przy okazji zaopatrzyć się w resztę serii.
Z masek i odżywek nie rozpędzałam się bardzo, a to za sprawą posiadania ogromnej maski Dr. Sante z olejem macadamia i keratyną marki Elfa Pharm która nie doczekała się w zeszłym miesiącu recenzji, ale nadrobię to w tym miesiącu. Z maską bardzo się polubiłam i z chęcią po nią jeszcze sięgnę, w przeciwieństwie do sprayu ułatwiającego rozczesywanie tej samej marki tylko  z innej serii, bo z olejem arganowym. Niestety spray powodował straszne przetłuszczanie i w finale oklapnięte włosy. Z masek wykończyłam też (w końcu) maskę odbudowującą z Matrix Total Treat . Nie pisałam o niej jeszcze, ale myślę, że i o niej powstanie osobny post. Tu jednak chciałam napisać krótko, że maska jest rewelacyjna do bardzo zniszczonych i suchych włosów i jak przystało na markę, po raz kolejny nie zawiodłam się. Do prężnego oddziału w walce z moimi włosami znowu dołączył sławetny Jantar z bursztynem Farmony który jest nieodłącznym elementem w mojej pielęgnacji od ładnych paru lat. Marka ostatnio zmieniła w końcu opakowania i butelki zaopatrzyła w ułatwiające aplikację końcówki. Brawo :) Ja mogę tylko napisać polecam gorąco. Do ochrony przed ciepłem suszarki posłużył mi natomiast nie po raz pierwszy spray termoochrony z Isany, do kupienia za grosze w Rossmanie produkt do którego raz na jakiś czas wracam i również mogę śmiało go polecić. Nie obciąża włosów, nie skleja ich i nadaje im ładny połysk.


Z włosowych przygód pozostały jeszcze peelingi i naturalna pielęgnacja. O cukrowym peelingu Matrix Biolage Sugar, mogliście przeczytać w tym poście, natomiast o trychologicznym peelingu H-Stimupeel Pharmaceris H było tutaj, oba całkiem śmiało polecam. Za równo do jednego jak i drugiego wracam powtórnie :) Jeśli chodzi o pielęgnację naturalną, olejowanie włosów weszło mi już w nawyk do tego stopnia, że nie potrafię przestać. Tyle, że w ostatnim czasie postawiłam zamiast na oleje to na masło shea, które działa na mojej głowie istne cuda, a dodatkowo połączone z aloesem - rewelacja. I powiem Wam tylko, że nie ma lepszego aloesu jak ten z Holika Holika. Ostatnio jak byłam na zakupach nie było mojego ulubieńca, więc kupiłam z Eqilibra i wcale z niego zadowolona nie jestem.


CIAŁO
O ekskluzywnej serii Resort Spa marki Dr.Irena Eris, a dokładnie o olejku Mauritius i peelingu Orient mogłyście przeczytać w poście tutaj, oba produkty ujęły mnie nie tylko swoim wyglądem i zapachem (obłędny) ale i właściwościami. Za równo do jednego jak i drugiego z chęcią powrócę, jak i sięgnę po resztę pozycji z tych serii. Pozostając przy kosmetykach z nieco wyższej półki w kwietniu miałam okazję testować nowość z asortymentu Dr.Irena Eris, a było to  bogate serum anty-starzeniowe Body Art Ambrosia, serum bardzo mi przypadło do gustu i zaciekawiło również do tego stopnia, że już zdążyłam rozglądnąć się za resztą produktów z tej linii. Mają fajne składy i dobre właściwości, więc z ręką na sercu polecam spróbować. Z tańszych produktów do ciała moje serce zabiło mocniej ku lidlowskiemu masłu do ciała o zapachu czekolady. Piękny zapach, opakowanie i rewelacyjny efekt nawilżenia, a dodatkowo dość przyjemny skład i niewygórowana cena zrobiły z niego taką moją perełkę, po którą sięgnę znowu jak tylko zajrzę do Lidla. O produktach z Lidla, w tym również o maśle pisałam w poście tutaj.


Skoro jesteśmy przy tanich kosmetykach z Lidla, w poście o nich przeczytacie również o żelach pod prysznic i płynie do kąpieli, które również dobiły dna i znalazły się w koszu. Z kąpielowych umilaczy zużyłam trzy muffiny, bombę kąpielową i sól do kąpieli Full Mellow, a o tych nietuczących słodkościach przeczytacie tutaj. Mają tak obłędny wygląd, że wierzcie mi żal było je używać. Do kosza poleciało również kremowe mydło do mycia Ziaji z masłem kakaowym. Lubię ten produkt i często po niego sięgam. Jest tani i pięknie pachnie, ale mam z nim ostatnio problem. Wertując jego skład natrafiłam w nim na substancje uznane za rakotwórcze, na dodatek znajdujące się dość wysoko w składzie i jakoś tak mnie zaczęło zniechęcać do niego niestety. Nie jestem więc pewna czy jeszcze do niego powrócę. Wykończyłam również olejek pod prysznic Prodigieux Nuxe który miał obłędnie piękny zapach i pozostawiał cudownie nawilżoną skórę. Z chęcią do niego powrócę.


TWARZ
Jeśli chodzi o demakijaż twarzy, produktów tym razem nie wiele, a to za sprawą tego, że obecnie mam otwarte kilka kosmetyków. I one schodzą u mnie bardzo wolno. Jakiś czas temu zainwestowałam w nowość marki Bielenda z serii różanej, a dokładnie w olejek do demakijażu byłam ciekawa czy się z nim polubię. Niestety nie przypadł mi do gustu, spowodował nieprzyjemne zapchanie i niestety nie posiadał w sobie żadnych przyjemnych walorów organoleptycznych prócz schludnego opakowania. Ani zapach, ani konsystencja nie wywołały u mnie palpitacji, nie wspominając już o składzie, który jednak wywołuje palpitacje ale zbliżone do zawału serca. Zużyłam w ostateczności do mycia pędzli. W jego przypadku jestem na NIE. Przeciwnie jednak wygląda sytuacja z olejkiem do demakijażu twarzy marki Resibo który okazał się moim top ulubieńcem. Przyjemna konsystencja, ładny wygląd, a co ważne rewelacyjne właściwości uplasowały go na naprawdę najwyższym miejscu. I jedyne do czego się przyczepić mogę to cena. Jednak z chęcią kupię go ponownie. Postaram się również napisać osobne posty o nich, lub chociażby o jednym z nim. Do kosza poleciał też tonik Rau cosmetics, o którym czytałyście w tym poście. Z tonikiem polubiłam się bardzo, pozostawiał przyjemną w dotyku skórę, nawilżał i orzeźwiał.
Z kremów wykończyłam w końcu Clarins, które dostałam na prezent od mojej koleżanki. Krem na noc przeznaczony był do skóry normalnej i suchej, natomiast krem na dzień jest nastawiony na potrzeby cery suchej. O kremach napiszę jeszcze w osobnym poście, gdyż pomimo ceny zniewalającej z nóg są godne uwagi. Niebawem również poczytacie o duoaktywnym kremie przeciwzmarszczkowym pod oczy Pharmaceris A który okazał się idealny dla mnie, oraz o naturalnym kremie pod oczy z olejkiem arganowym Nacomi który niestety do idealnych nie należał i u mnie niestety nie sprawdził się tak jak tego oczekiwałam. Skończyłam w tym miesiącu również  kolejną już pomadkę peelingującą Sylveco oraz tak samo kolejną pomadkę ochronną Oeparol o obu przeczytacie po kliknięciu w ich nazwy.


Pielęgnację twarzy kończę zbiorem pustych opakowań po maskach. Zarówno o dwójce z Sephory jak i o czarnym charakterze z Iva Natura mogłyście poczytać osobne posty. Wszystkie trzy maski spisały się u mnie bardzo dobrze, do wszystkich trzech równie chętnie powrócę. Tak samo jak z chęcią sięgnę po kolejne saszetki masek węglowych Bielendy ta ostatnia to maska oczyszczająca przeznaczona dla cery suchej i wrażliwej. Bardzo się cieszę, że Bielenda pomyślała podczas tworzenia tej serii również o wrażliwcach. Węgiel jest znany ze swoich rewelacyjnych właściwości oczyszczających jednak do tej pory kosmetyki z wykorzystaniem go raczej były przeznaczone cerom tłustym i mieszanym, a tu dla odmiany w końcu właścicielki skóry suchej i wrażliwej, jak i dojrzałej będą mogły w końcu poznać dobroczynne właściwości węgla. Z masek węglowych zrobiłam zapas. Jestem na TAK.


MAKIJAŻ
Obiecuję, że to już koniec. Denkowy post zamykam kilkoma produktami z kolorówki i jednym pędzlem. Zaraz na początku kwietnia skończyłam cushion Physicians Formula, o którym mogłyście poczytać w tym poście, niestety pomimo swoich zalet nie powrócę raczej do niego, a to za sprawą wygórowanej ceny i zbyt małej pojemności. Skończyłam również dwa tusze - jeden torebkowy Benefit, i zastanawiam się nad zakupem pełnowymiarowego opakowania. Tusz świetnie sobie radził z moimi niesfornymi rzęsami. Ma fajnie profilowaną szczoteczkę która w ładny sposób rozdzielała rzęsy. Nadawał im czarnego koloru i ładnie pogrubiał. Drugi to mój faworyt ostatnimi czasy, czyli False Lash Superstar. Ten drugi za sprawą białego primera pięknie pogrubiał rzęsy i je wydłużał, natomiast druga końcówka dopełniała efekt nadając im iście czarnego koloru. Jest to jeden z lepszych tuszy jaki miałam w swoich zbiorach i z chęcią sięgnę po niego po raz kolejny. Jeśli więc szukacie tuszu nadającego spojrzeniu spektakularnego efektu, całkiem śmiało możecie go kupić. Ostatnia pozycja to pędzel do różu kupiony przypadkowo kiedyś w Rossmanie-Ewa Schmitt. Pędzel wykonany jest z porządnego tworzywa i z syntetycznego włosia. Bardzo go lubiłam. Dobrze ścięte włosie, wygodna rączka i niska cena, powodują, że chyba kupię go ponownie. Był to zdecydowanie najlepszy pędzel do różu z tych tańszych jakie miałam sposobność używać.


Koniec. Ciekawa jestem kto dotarł do końca :P Jeśli coś z mojego denka znasz daj znać czy się lubicie czy nie. Po kolejną dawkę pustaków zapraszam za miesiąc, będzie krócej - obiecuję. A Wam życzę jeszcze miłego dnia i udanego tygodnia.
Buziaki :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz jaki znajduję pod postami; staram się odpowiedzieć na każdy jak tylko mam chwilkę.
Jeśli jesteś tu po to aby dodać komentarz na zasadzie obs/za obs - niestety podziękuję.
Wkładam dużo pracy w bloga, w posty i w całokształt, dlatego chciałabym podziękować tym którzy zostają ze mną. To dla mnie bardzo ważne - bo to dzięki Wam blog wygląda tak jak teraz.

Copyright © 2017 rozmaitoscikosmetyczne